środa, 24 grudnia 2014

Wigilia + Louis

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
"[T.I]" - Jak będziesz czytać wstaw tu swoje imię ;) (Aby bardziej wczuć się w historię ;))
Ukośna kursywa oznacza wspomnienia ;)
Ten imagin nie jest związany z historią! :) Nie chcesz nie czytaj :) (Chociaż byłoby miło :))
Miłego czytania :*
_________________________________________________________________________________

-Louis widziałeś gdzieś może prezent dla Lottie?!- Krzyknęłam z góry.
-Nie! Nawet ich nie ruszałem! To ty je gdzieś przekładałaś!- Odkrzyknął. 
-Świetnie.- Mruknęłam sama do siebie. W środku się we mnie gotowało. Dzisiaj nic nie idzie po mojej myśli. Wszystko się psuje, niszczy, nic nie wychodzi, a na dodatek jak na złość od rana jestem pokłócona z Lou. Nienawidzę się z nim kłócić, ale dzisiaj już przesadził. Od tygodnia przypominałam mu, że akurat w ten dzień miał nigdzie nie wychodzić. Prosiłam go aby pomógł mi w przygotowaniach świątecznych, ponieważ już jutro Wigilia i w tym roku zjeżdża się cała nasza rodzina. Ale nie! Wielki pan Louis Tomlinson musiał jak zwykle wyjść! Rozumiem, że święta chce spędzić również z kolegami, bo szybko się z nimi potem nie spotka, ale czy oni są ważniejsi ode mnie? Przez to, że akurat dzisiaj rano postanowił gdzieś zniknąć musiałam się wszystkim zająć sama... Chciałam to wszystko przygotować wcześniej, ale on jak zwykle nie miał czasu. Ostatnio coś często nie ma dla mnie czasu... Obiecał. Obiecał, że akurat w tym dniu mi pomoże. No i oczywiście musiałam się na nim zawieść. 
-I co? Znalazłaś?- Chłopak pojawił się w pokoju. 
-Nie.- Warknęłam wkurzona.
- [T.I]... Jesteś na mnie zła?- Zapytał niepewnie. Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem i podniosłam się do pozycji stojącej.
-Czy ty siebie słyszysz?- Zapytałam na skraju wytrzymałości.- Lepiej stąd wyjdź i nie denerwuj mnie.- Drżącą dłonią wskazałam na drzwi.
-Ej co się dzieje?- Zignorował moją prośbę. Podszedł do mnie i kciukiem zaczął gładzić mój policzek tym samym potęgując mój gniew.
-Co się dzieje?- Prychnęłam.- Louis! Od tygodnia cię prosiłam abyś mi w tym wszystkim pomógł! Nie miałeś czasu. Okej. Rozumiem. Ale obiecałeś, że dziś zostaniesz ze mną i razem to wszystko przygotujemy. A ty jak zwykle wyszedłeś! Wszystko mi się wali! Dwa razy piekłam ciasto, bo za każdym razem zapominałam wyjąć go z piekarnika, ponieważ jednocześnie przygotowywałam dwanaście innych potraw! Chciałam ubrać choinkę, ale byłam za bardzo roztargniona tym gdzie ty się podziewasz i pozbijałam połowę bombek i innych ozdób. Powiesiłam na wieszaku moją sukienkę, żeby mi się nie pomięła i aby na jutro była gotowa. I wiesz co? Wylałam na nią sok porzeczkowy, ponieważ nie posprzątałeś w sypialni i potknęłam się o twoje graty! I na dodatek prezent dla twojej siostry się zgubił!- Łzy frustracji zaczęły spływać po moich policzkach. - Wystarczy?! Już wiesz dlaczego jestem zła?! Czy chcesz więcej?!
-[T.I]... Ja... Przepraszam. Musiałem załatwić coś ważnego... I...- Zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam.
-Tak... ważnego...- Pociągnęłam nosem.- Jak zwykle coś ważniejszego ode mnie.- Starłam dłonią łzy i ominęłam go, wychodząc z pokoju.
-[T.I] zaczekaj...- Chciał mnie zatrzymać, ale jak najszybciej zbiegłam na dół po schodach. Złapałam kurtkę i zarzuciłam ją na siebie. Włożyłam na nogi buty, a na głowę czapkę i chwyciłam za klamkę od drzwi wyjściowych. Chciałam je otworzyć, ale Louis naparł na nie i zatrzasnął mi je przed nosem.- [T.I] przepraszam...proszę zostań i porozmawiajmy.- Powiedział błagalnym tonem.
-Odsuń się.- Warknęłam nawet na niego nie patrząc. 
-Przynajmniej powiedz gdzie idziesz.- Powiedział cicho.
-Odsuń się do cholery.- Spiorunowałam go wzrokiem. Byłam coraz bardziej rozgniewana. Wstrzymałam oddech, zamknęłam oczy, odliczyłam od 5 w dół i odetchnęłam głęboko. Niepewnie odsunął się od drzwi, umożliwiając mi tym samym wyjście. Kiedy przekroczyłam próg domu, poczułam jak łapie mnie za rękę.
-Ale wrócisz prawda?- Zapytał cicho. W jego oczach widziałam ból. I od razu zmiękło mi serce. Nie lubię kiedy jest smutny... Bał się, że go zostawię i odejdę. Jak może myśleć, że go zostawię? Kocham go. Pomimo kłótni nie odejdę od niego. Muszę po prostu pobyć przez chwilę sama, pomyśleć i uspokoić się trochę.
-Wrócę.- Zapewniłam. Przejechałam palcem po jego knykciach i uśmiechnęłam się lekko. Puściłam jego dłoń i zaczęłam iść wzdłuż ulicy. Im dalej szłam, tym bardziej żałowałam, że nie wzięłam żadnego szalika ani rękawiczek. Bardziej naciągnęłam na uszy czapkę i schowałam ręce do kieszeni, chcąc choć odrobinę się ogrzać. Wolnym krokiem szłam ulicami, jak na razie zaśnieżonego Londynu. Lubiłam zimę. I to bardzo. Szczególnie jak padał śnieg... Poza tym jak jest zima są i później święta... A to moje pierwsze, wspólne święta z Lou... I jak na razie nie są one zbyt kolorowe... Westchnęłam cicho. Jesteśmy razem już prawie rok. Kocham go... Ale dzisiaj naprawdę mnie zranił. Już nie chodzi mi o te ciasta, bombki, sukienkę czy nawet prezent. Najbardziej zraniło mnie to, że po raz kolejny zostawił mnie samą na lodzie. Zignorował mnie, tak jakbym była niczym więcej niż powietrzem. I to w ostatnim tygodniu zdarzało mu się bardzo często... Przechodziłam właśnie niedaleko London Eye. Od razu do głowy nasunęły mi się wspomnienia. Zabrał mnie tutaj na randkę. Właśnie w ten dzień zostaliśmy parą.
-Mogę już otworzyć oczy?- Zapytałam zniecierpliwiona i jednocześnie podekscytowana.
-Jeszcze chwilę.- Tuż przy swoim uchu usłyszałam rozbawiony głos Louisa. Nagle poczułam jakbyśmy zaczęli unosić się w powietrzu.
 -Lou co się dzieje?- Zapytałam lekko wystraszona.
-Spokojnie.- Zaśmiał się. -Okej możesz już otworzyć oczy.- Zdjął ręce z moich oczu dzięki czemu mogłam podnieść powieki. Moim oczom ukazał się piękny widok.
-Louis! Zawsze marzyłam aby być na London Eye.- Zapiszczałam uradowana.
-Wiem.- Powiedział dumny.- Dlatego zarezerwowałem dla nas jedną z kopuł. Podoba ci się?- Zapytał.
-Tak. Jeszcze nie wiesz jak bardzo. Dziękuję.- Przytuliłam się do chłopaka. Objął mnie ramionami i mocniej przycisnął mnie do swojego ciała.- Jesteś najlepsiejszym przyjacielem pod słońcem.- Mruknęłam w jego szyję.
-[T.I]...- Zaczął niepewnie.- Mogę ci coś powiedzieć?
-Oczywiście.- Przytaknęłam.- Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.
-Bo ja...- Chrząknął.- Bo ja się chyba w tobie zakochałem...- Powiedział szeptem. Odsunęłam się od niego i zaskoczona spojrzałam w jego oczy. Nie odzywałam się.- Proszę... Powiedz coś...- Mruknął zmartwiony.
-To dobrze, bo ja chyba w tobie też.- Wydusiłam z siebie i złączyłam nasze usta w cudownym pocałunku...
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie i mimowolnie przejechałam opuszkami palców po ustach, wspominając ten pocałunek. Dla kogoś mogłoby się to wydawać zwyczajnym wydarzeniem. No bo przecież – zwykli nastolatkowie zostają parą. Nic nadzwyczajnego... Ale dla mnie to była wyjątkowa chwila. Bo właśnie od tamtego wydarzenia mam przy sobie cały świat... Coś mnie tchnęło na wspominki, dlatego ruszyłam w stronę plaży. Kiedy tam dotarłam zaparło mi dech w piersiach. Plaża w zimie. Niby zwyczajna, ale jednocześnie taka niezwykła... Chłodny wiatr rozwiewał mi włosy, ale nie przeszkadzało mi to. Napawałam się tym pięknem. Było tu kompletnie pusto. W sumie nie dziwię się. Jutro Wigilia. Pewnie wszyscy siedzą w domu i wspólnie przygotowują się do jutrzejszego dnia... A ja jak zawsze muszę robić coś innego niż inni... Do mojej głowy od razu zaczęły napływać niechciane myśli więc jak najszybciej je od siebie odsunęłam i skupiłam się na wspomnieniach sprzed kilku miesięcy.
-Dlaczego idziemy tak długo? Gdzie mnie prowadzisz?- Zapytałam po raz kolejny w ciągu dziesięciu ostatnich minut. Nogi bolały mnie niemiłosiernie. Piasek coraz bardziej utrudniał mi swobodne poruszanie. 
-Ależ jesteś niecierpliwa.- Zaśmiał się Lou.- Już prawie jesteśmy. Jeszcze chwilka.- Zapewnił i mocniej ścisnął moją dłoń, dzięki czemu przez moje ciało przebiegł przyjemny prąd.
-Mówiłeś tak jakieś piętnaście minut temu.- Westchnęłam.
-Ale teraz już naprawdę jesteśmy blisko.- Powiedział i się zatrzymał przez co ja również stanęłam. Wyjął z kieszeni jakąś chustę i zasłonił mi ją oczy.
-Co ty wyprawiasz?- Zapytałam. Nie odpowiedział. Poczułam jego rękę pod kolanami oraz drugą, którą owijał wokół mojej tali. Podniósł mnie 'w stylu ślubnym', przez co zaskoczona zapiszczałam cicho. Instynktownie zaplotłam ręce na jego szyi. Zaczął ponownie iść, a niedługo po tym postawił mnie na ziemi.
-Jesteśmy.- Szepnął do mojego ucha. Louis zaczął rozwiązywać mi chustę z głowy, a kiedy ją zdjął zamarłam. Stałam na środku serca zrobionego z różowych muszelek. Nad nim widniał napis „Wszystkiego najlepszego księżniczko”. Pod napisem znajdowało się małe pudełeczko. Zasłoniłam dłonią usta, a do moich oczu napłynęły łzy wzruszenia. Chłopak podszedł, wziął pudełeczko i wyjął z niego piękny naszyjnik. Przywieszka była zrobiona z dwóch literek „L” i „(Pierwsza litera Twojego imienia)”. Zawiesił mi ją na szyi, przy okazji muskając ją ustami.- Podoba się?- Usłyszałam tuż przy swoim uchu. Odwróciłam się w jego stronę.
-Pamiętałeś.- Szepnęłam. Słone łzy zaczęły spływać mi po policzkach. 
-Oczywiście, że pamiętałem.- Louis przejechał kciukami ocierając moje mokre policzki.- Przecież jesteś moją księżniczką.- Po tych słowach złączył nasze usta w pocałunku.
Stałam w jednym miejscu, a z ust nie schodził mi uśmiech. To co wtedy zrobił było naprawdę cudowne. 
Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. Wyjęłam z kieszeni komórkę.
'Louis' 
Odebrałam połączenie.
-”[T.I.] gdzie jesteś? Nie ma cię już prawie trzy godziny. Proszę wracaj już do domu.”- Usłyszałam jego zmartwiony głos. Naprawdę nie ma mnie już trzy godziny? Wydawało mi się jakby dopiero nie było mnie jakieś dziesięć minut... Nawet nie zauważyłam, ze się ściemniło.
-Zaraz będę.- Uspokoiłam go.- Pa.- Powiedziałam i rozłączyłam się. Ruszyłam w drogę powrotną.
***
Powoli nacisnęłam klamkę i bezszelestnie wsunęłam się do środka. Zdjęłam kurtkę, buty oraz czapkę i na palcach ruszyłam do salonu. Zajrzałam do środka i zobaczyłam uroczy widok. Chłopak leżał na kanapie. Wokół niego leżały ozdoby choinkowe. Oczy miał zamknięte i chicho pochrapywał. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. Wzdrygnął się i otworzył oczy.
-Wróciłaś.- Mruknął.- Musiałem zasnąć.- Przetarł leniwie oczy i podniósł się do pozycji siedzącej.- [T.I] naprawdę przepraszam... Nie chciałem zostawić cię dzisiaj samej. Wiem schrzaniłem sprawę. I jest mi naprawdę głupio, ale..- Nie dałam mu dokończyć tylko delikatnie musnęłam jego usta.
-Nic się nie stało.- Uspokoiłam go. Usiadłam obok niego na kanapie i wtuliłam się w jego ciało. Momentalnie objął mnie ramionami i przyciągnął bliżej siebie.
-Pod twoją nieobecność upiekłem ciasto, a musisz wiedzieć, że nie jestem mistrzem pieczenia, posprzątałem również w pokoju, znalazłem prezent dla Lottie, wyprałem twoją sukienkę, jednak plama nie chce się zmyć i znalazłem jeszcze jakieś ozdoby i zacząłem dekorować choinkę... Ale zasnąłem.- Zachichotałam cicho.
-Kocham cię... I nie przejmuj się tym już. Najważniejsze, że jesteś tu teraz ze mną. To mi wystarcza.- Zamknęłam oczy i napawałam się jego bliskością. Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy. Pokój był oświetlony jedynie lampkami choinek... Już jutro Wigilia... Nasza pierwsza, wspólna Wigilia.

***

Po kolacji, która muszę przyznać wyszła znakomicie zaczęliśmy rozdawać sobie prezenty. 

-Dla ciebie mam inny prezent... Dostaniesz go potem...- Mruknął do mojego ucha Lou. Chciałam wiedzieć co takiego mi przygotował...
***
Wszyscy zbierali się już do domów.
-[T.I] ubieraj się.- Powiedział Louis. Zrobiłam tak jak kazał. Kiedy oboje byliśmy ubrani chłopak zawiązał mi na oczach chustkę, tak abym nic nie widziała. Wyprowadził mnie z domu i zaprowadził do samochodu. Po kilku lub kilkunastu minutach zatrzymał się i pomógł mi wysiąść z pojazdu. Zaczął mnie prowadzić przed siebie, aż w końcu się zatrzymaliśmy. Po krótkiej chwili poczułam, że się unosimy. Chłopak odwiązał mi chustkę. London Eye. Spojrzałam na niego zdziwiona. Louis klęknął na jedno kolano i z kieszeni wyjął małe, czerwone pudełeczko. - [T.I]... Dokładnie tutaj w tym samym miejscu już raz uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem... Czy zrobisz to ponownie i zostaniesz moją żoną?- Zapytał cicho. Policzki miałam mokre od łez, serce mi nie biło i miałam pustkę w głowie. Opadłam przed nim na kolana.
-Tak... Tak, tak, tak.- Szepnęłam drżącym głosem i go pocałowałam. Założył mi na palec pierścionek. - Kocham cię Louis. Tak bardzo cię kocham.- Przytuliłam się do niego z całej siły.
-Też cię kocham.- Mruknął.- Przepraszam, że przez ostatni tydzień nie poświęcałem ci zbyt wiele uwago, ale byłem zbyt bardzo zajęty przygotowaniem tego wszystkiego. Naprawdę przepraszam.
-To jest nie ważne... Tak strasznie cię kocham.- Rozpłakałam się jeszcze bardziej. To on – mój jedyny.
-Wesołych świąt księżniczko.- Powiedział i złączył nasze usta w magicznym pocałunku.

„Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu.”
_________________________________________________________________________________
No i mamy świąteczny imagin! :)
Jak się podoba ? (On nie ma nic wspólnego z opowiadaniem!)
Chciałam zrobić jakiś prezencik na święta :D
Może być? :) Wiem, że nie jest on jakiś bardzo świetny i że jest bardziej zwyczajny, taki jak inne, ale właśnie taki chciałam napisać :) - taki codzienny ;)

Wszystkim Wam życzę WESOŁYCH ŚWIĄT, dużo zdrówka, szczęścia, radości, samych najlepszych przyjaciół, tylko miłych ludzi wokół Was, No i oczywiście spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń!
Oby Wigilia u Was była jak najlepsza w gronie kochającej rodziny! <3


No i oczywiście dzisiaj urodzinki Tego pana! :D

Louis i tak wiem, że tego nie przeczytasz, ale chciałam Ci złożyć krótkie życzenia :)

Jesteś jednym z najwspanialszych ludzi na Ziemi!
Jesteś pełnym życia, zabawnym, uroczym już mężczyzną!
Nie mogę uwierzyć, że masz 23 lata, jak dopiero co byłeś zwariowanym chłopakiem z Xfactora ;')
Zmieniłeś się, ale kto się nie zmienia? Wydoroślałeś (choć nie zawsze to okazujesz xD).
Zawsze byłeś, jesteś i będziesz dla mnie (i dla wszystkich Waszych fanów) najważniejszy.
Życzę Ci dużo szczęścia, zdrowia, chęci do życia, abyś nadal kochał to co robisz i aby Ci to sprawiało przyjemność... życzę duuużo miłości <3 Oraz spełnienia najskrytszych marzeń <3
KOCHAM CIĘ LOU <3


niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 16

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
'Cichy zabójca'

Skoczyła... Przerażony podbiegłem do końca klifu i upadłem na kolana. Tępo wpatrywałem się w przepaść. Nic nie było widać ponieważ nad wodą znajdowała się gęsta mgła.
-Angel. Proszę. Wróć.- Szepnąłem cicho. Wydawało mi się jakby moje serce nie biło. Nie czułem nic. Zdawało mi się, jakby czas przestał lecieć, jakby wszystko wokoło zamarło.- Angel.- Powtórzyłem błagalnie. Zaciskałem mocno pięści tak, że aż kostki mi pobielały. I wtedy zobaczyłem skrzydła, a po chwili dziewczynę wzbijającą się w powietrze. Odetchnąłem głęboko. Ogromny kamień spadł mi z serca. Usłyszałem jej dźwięczny śmiech. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem jej tak radosnej. Położyłem się na ziemi i wpatrywałem się w niebo. Tak strasznie mi ulżyło. Dziewczyna latała uśmiechnięta, a jej skrzydła lśniły w blasku słońca. Po kilku minutach Angel usiadła obok mnie, a jej skrzydła zniknęły.
-To było cudowne.- Odetchnęła, a z jej twarzy nie schodził uśmiech.

-Jesteś okropna.- Westchnąłem i odwróciłem się do niej tyłem, udając, że jestem na nią zły.
-Dlaczego?- Zapytała i dotknęła mojego ramienia.
-Myślałem, że się zabiłaś.- Bąknąłem.- Byłem cholernie przerażony. Jesteś strasznie bezmyślna i głupia wiesz?- Zapytałem i popatrzyłem na nią.
-Wiem.- Przytaknęła z uśmiechem.- Ale właśnie taką mnie lubisz. Bezmyślną i głupią.- Położyła się obok mnie. 
-Nie, nie lubię cię.- Powiedziałem i z trudem powstrzymałem uśmiech.
-Kłamiesz. - Zaśmiała się.
-Skąd ta pewność?- Odwróciłem się bardziej w jej stronę, aby lepiej ją widzieć i pytająco uniosłem brew.
-Twoje serce bije bardzo szybko. To oznaka, że kłamiesz.- Wyjaśniła.- Mimo, że bardzo trudno jest ciebie rozgryźć to akurat tego jestem w stu procentach pewna.- Mnie jest trudno rozgryźć? To ona jest zamknięta. Ona jest jedną wielką tajemnicą. Nie ja.
-Mnie nie jest trudno rozgryźć.- Zaprzeczyłem.- To ty jesteś zawsze taka tajemnicza.- Zmarszczyłem brwi. Angel przez chwilę nie odpowiadała.
-Może i jestem zamknięta w sobie.- Zaczęła.- Ale jestem taka w konkretnym celu. Ukrywam tajemnice aby nikt się o nich nie dowiedział. Po prostu chronię wszystkich wkoło... To może się wydawać dziwne, ale jakby ktoś się dowiedział o tą nawet jedną, najmniejszą rzecz za dużo mogłoby się to skończyć naprawdę źle... Co jak co, ale wiedza też potrafi zabić. Chociaż wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy.- Mruknęła.
-Gdybyś miała wybór. Być zwykłym, nieświadomym tego wszystkiego co go otacza człowiekiem, a Archaniołem. Co byś wybrała?- Zapytałem ciekawy.
-Hmmm...- Zaczęła się zastanawiać.- Trudne pytanie. Nieraz chciałabym nie wiedzieć tego wszystkiego co wiem teraz. Ale są też dobre strony. Mogę pomagać ludziom. Opiekować się nimi. Dzięki temu mogę chronić. Bycie istotą nadnaturalną ma wiele dobrych stron. Więc jak na razie nie chciałabym być zwykłym człowiekiem.- Stwierdziła.
-Jak „Na razie”?- Zacytowałem.
-Wszystko się może jeszcze zmienić.- Wzruszyła ramionami.- Nic nie jest pewne.- Dodała. Westchnąłem. Miała całkowitą rację. W życiu tak naprawdę nic nie jest pewne. W każdej chwili wszystko może się diametralnie zmienić. - Słyszysz?- Zapytała cicho. Nie odezwałem się i zacząłem nasłuchiwać. Nawet wstrzymywałem oddech aby lepiej słyszeć.
-Nie. Nic nie słyszę.- Stwierdziłem i zmarszczyłem brwi.
-No właśnie.- Podniosła się do pozycji siedzącej.- To dziwne. Wszystko jakby na chwilę zamarło.- Zaczęła się rozglądać. - Ktoś tu jest.- Szepnęła.- Oboje wstaliśmy. Nagle otoczył nas ogień. Byliśmy w środku kręgu.- Thomas.- Warknęła. Usłyszałem śmiech chłopaka, a po chwili ogień zniknął.
-Brawo bystrzaku.- Zażartował. 
-Co chcesz?- Zapytała.
-Zayn chce się dowiedzieć o mnie. O nas... I tak dalej.- Wzruszył ramionami.
-To dlaczego mu tego nie wytłumaczysz?- Zmarszczyła brwi.
-Bo nie chce mi się tego powtarzać. To twój brat. Ty to zrób.- Przechylił głowę lekko w bok.
-Dla twojej wiadomości to też również twój brat.- Bąknęła.
-Ale ty jesteś z nim bardziej zżyta.- Powiedział Thomas.
-Dobra nie ważne.- Westchnęła.- Dlaczego zazwyczaj jak się pojawiasz musi być również ogień?- Zapytała Angel.
-Lubię ogień.- Wzruszył ramionami.- To bardzo skuteczny i cichy zabójca.- Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-Obyś się w nim spalił.- Bąknąłem bardziej do siebie niż do nich.
-Dla twojej wiadomości Niall. Głuchy nie jestem.- Thomas zwrócił się w moją stronę.
-Oh to może i dobrze, że to słyszałeś. Przynajmniej już wiesz co o tobie sądzę.- Tym razem ja uśmiechnąłem się kpiąco.
- Widzę, że mamy o sobie podobne zdanie.- Zrobił kilka kroków w moją stronę.- Ale tak dla jasności...- Ściszył głos.- Jeśli miałbym spłonąć w ogniu... W ostatniej chwili zabrałbym tam również ciebie, aby ogień pochłoną nas obydwu.- Jego cichy głos przepełniony był groźbą.- Akurat ty... z ogniem związane masz bardzo dużo...- Powiedział tajemniczo. Zmarszczyłem brwi. Nagle Thomas upadł na ziemię i złapał się za głowę.- Nic mu nie powiem!- Krzyknął i mocniej ścisnął swoje skronie.- Gabrielu do cholery uspokój się!- Wrzasnął głośniej. Po chwili odetchnął głęboko i opuścił ręce.
-Coś ty przed chwilą powiedział?- Zapytała Angel. Wydawało mi się jakby była przerażona. Klęknęła obok brata i chwyciła go za ramiona.
-Żeby się uspokoił.- Chłopak rozmasował skronie i nabrał głęboko powietrza.
-Nie to. Trochę wcześniej.- Pokręciła głową.
-Cholera?- Thomas zmarszczył brwi.
-Nie to! Jeszcze wcześniej! To imię!- Ponagliła go zirytowana.
-Nie powinno cię to obchodzić.- Warknął i gwałtownie wstał na równe nogi, tym samym wyrywając się z rąk Angel.
-A jednak obchodzi.- Dziewczyna również się podniosła.- Po prostu powiedz o kim mówiłeś.- Upierała się dalej. Thomas zacisnął usta w wąską linię.- Nie... Nie sądzisz chyba, że to TEN- Dała nacisk na to słowo.- Gabriel?- Chłopak nadal nie odpowiadał.- O mój Boże.- Angel zasłoniła dłonią usta i szybko zrobiła jeden krok w tył.- Czy ciebie do reszty pogięło?! Życie ci nie miłe?! Co ci strzeliło do tego pustego łba aby się z nim komunikować?! Poza tym jak ci się to do cholery udało?!- Była jednocześnie zaskoczona, zła i zmartwiona. A ja jak zawsze – nie miałem pojęcia o co znowu im chodzi.
-Nie interesuj się. Zajmij się swoim pieprzonym, idealnym życiem.- Syknął wkurzony.- Wiesz co? To z jego powodu jest to wszystko.- Wskazał na mnie palcem.- To przez niego cały świat ginie. To tylko i wyłącznie JEGO. PIEPRZONA. WINA.- Wypowiedział każde słowo osobno. Co ja znowu zrobiłem?!
-Co? To nie jest możliwe. On przez większość swojego życia nie wiedział nawet o istotach nadnaturalnych, a ty mi mówisz, że to wszystko jest z jego winy? Ty sobie chyba żartujesz.- Prychnęła.- Mówisz tak tylko i wyłącznie dlatego, że go z jakiegoś powodu nienawidzisz. Ale ja nie zamierzam więcej słuchać tych bzdur.
-Bzdur? Czy ty jesteś aż taka naiwna?- Przeczesał swoje włosy palcami.- A ty...- Zwrócił się w moją stronę.- Uważaj. Moje oczy widzą ciemność. A ty jesteś tam najmroczniejszym kawałkiem.- Powiedział tajemniczo. O co mu chodzi? Jakim mrocznym kawałkiem? Thomas odwrócił się i zaczął iść w nieznanym dla mnie kierunku. - A i jeszcze jedno.- Przekręcił głowę w naszą stronę.- Niall zostajesz dzisiaj na noc u Angel. Muszę coś sprawdzić.- Powiedział i ruszył dalej.
-Jego humor zmienia się częściej niż u kobiet w ciąży.- Skomentowała Angel.
-Słyszałem!- Krzyknął Thomas. Wraz z dziewczyną wywróciliśmy oczami.
-Kto to Gabriel?- W końcu zadałem to pytanie. Brunetka zasłoniła mi usta ręką.
-Nigdy, ale to nigdy o nim nie wspominaj... To jest ktoś o kim nigdy w życiu nie powinieneś się dowiedzieć.- Powoli wzięła swoją dłoń.
-Przestań to cały czas robić.- Skrzywiłem się lekko.- Cały czas coś przede mną ukrywasz. To nie jest fair.
-Nie słyszałeś co ci dzisiaj mówiłam? Nadmiar wiedzy potrafi zabić. A wiedza o NIM jest prawdziwym mordercą.- Jej głos stał się cichszy. Nie chciałem dalej dążyć tego tematu więc dałem spokój... Chociaż wiem, że i tak w końcu do tego wrócę. - Znajdźmy Zayn'a. Ktoś musi mu to w końcu wyjaśnić. Ruszyliśmy w stronę lasu. Większość drobi przebyliśmy w ciszy. Każde z nas było zamknięte w swoim własnym świecie, zastanawiając się nad ważnymi dla nas sprawami... Chciałbym wiedzieć o czym ona myśli, jednak wiem, że nie prędko się tego dowiem...
***
-Czyli, że nasza mama wiedziała?- Zapytał z wyrzutem Zayn. Siedzieliśmy wszyscy razem w salonie u Zayn'a i Angel... No może nie wszyscy. Nie było Thomas'a. I może to nawet dobrze. Przynajmniej nikogo nie denerwował swoją obecnością.
-Tak wiedziała.- Przytaknęła.- Mnie też to zaskoczyło i zraniło. Ale nie możemy jej winić. Poniekąd rozumiem dlaczego nie chciała nam o tym mówić.
-Ja też. Ale to i tak nie zmienia faktu, że czuję się oszukany przez nią i Valentina.- Westchnął.
-Rozumiem cię.- Angel przytuliła się do Mulata. Siedzieliśmy tak do późna w nocy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Tematów do rozmowy nam nie brakowało.
***
Usłyszeliśmy głośne trzaśniecie drzwiami. Wszyscy zorientowaliśmy się kto właśnie zaszczycił nas swoją obecnością. Thomas przeszedł przez pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy. Nawet się nie odezwał.
-Nam też miło cię widzieć.- Prychnąłem. Chłopak spiorunował mnie wzrokiem, ale się nie zatrzymał.
-Stój.- Powiedziała stanowczo brunetka.- Masz mi WSZYSKTO...- Dała nacisk na to słowo.- Wyjaśnić... Jak skontaktowałeś się z Gabrielem, dlaczego uważasz, że Niall jest zły, dlaczego nie chcesz mi wyjawić tajemnic, chociaż powiedziałeś mi na początku, że muszę się ich dowiedzieć... Oraz dlaczego twoje skrzydła nie zostały spalone?- Jej surowy głos sprawił, że chłopak stanął w miejscu.
-Serio? Z tego wszystkiego chcesz wiedzieć, dlaczego moje skrzydła nie zostały spalone?- Uniósł jedną brew w geście zdziwienia.
-Tak.- Odpowiedziała niewzruszona jego kpiącym tonem.
-Ty chyba nie znasz w pełni swoich umiejętności.- Pokręcił głową.- Chodź pokażę ci coś.- Skinął w stronę drzwi wyjściowych.- Wy też możecie iść z nami jak chcecie.- Wzruszył ramionami. Wstaliśmy i wyszliśmy za nim na podwórze. Było strasznie ciemno. W końcu było już około 24:00. Thomas stanął przed nami.
-Aniołku... Ty jesteś jak ja... Tylko masz w sobie więcej dobrego... Nasze skrzydła są częścią nas... My mamy je wyjątkowe... Mamy je nieśmiertelne...- Szepnął.
-Nieśmiertelne?- Zapytała cichym głosem.
-Owszem. Nie da się ich tak po prostu zniszczyć. Jak mówiłem... Są częścią nas... Tą potężną. Znaczą dla Aniołów bardzo dużo. Ale my możemy znacznie więcej. Dodają nam siły. W każdej sytuacji mogą przybrać, że tak powiem dowolną formę... Tylko trzeba wiedzieć jak to zrobić.- Wytłumaczył.
-A skąd się wie, ze czyjeś skrzydła są 'nieśmiertelne'?- Zadała kolejne pytanie.
-To się czuje... A poza tym prawdziwa forma skrzydeł takich jak nasze jest taka... -Zrobił kilka kroków w tył i zamknął oczy. Nagle za nim pojawiły się gigantyczne, płomienne skrzydła. Mieniły się różnymi kolorami jak tęcza.

-Łał.- Ja, Zayn, Louis i Angel. szepnęliśmy równocześnie.
-Tak wiem, robi wrażenie.- Zaśmiał się Thomas.- Również tak zareagowałem jak się dowiedziałem, że tak potrafię... A ty Aniołku tak się nie dziw, bo również tak umiesz.- Uśmiechnął się i poklepał siostrę po ramieniu.- Wracajmy do środka.- Powiedział. Jego skrzydła zniknęły. Ruszył w stronę domu i zniknął za drzwiami. Po krótkiej chwili my również weszliśmy do środka.
-Jest już dość późno, a jutro wstajemy do szkoły. Trzeba się kłaść spać.- Powiedziała Angel.
-Zaraz.- Zatrzymałem ich.- A co z moimi książkami? Jak mam tu spać to muszę mieć również i książki na jutro.- Oznajmiłem.
-Spokojnie. Już wszystko załatwione. Spakowany plecak masz w pokoju gościnnym. Tam znajdują się też jakieś czyste ubrania na jutro i szczoteczka do zębów.- Powiedział Louis. Poszliśmy na górę i każdy rozszedł się do swoich pokoi. Wziąłem szybki prysznic, umyłem zęby, zdjąłem koszulkę oraz spodnie i wszedłem do łóżka. W pokoju było ciemno. Jedyne światło dawał księżyc. Zacząłem rozmyślać nad tym wszystkim co się ostatnio zdarzyło, po czym zapadłem w sen...
***
Czyjś przeraźliwy krzyk wybudził mnie ze snu. Gwałtownie podniosłem się do pozycji siedzącej. Po chwili zorientowałem się, że ten krzyk dobiega z sypialni Angel. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem do jej pokoju. Dziewczyna leżała na łóżku, krzyczała i rzucała się na wszystkie strony. W rogu pomieszczenia znajdował się Thomas. Zaraz przybiegł Zayn i Louis.
-Trzeba ją obudzić!- Powiedział przejęty Mulat.
-Nie.- Zatrzymał go Thomas.- Niech Niall to zrobi.- Kiwnął w moją stronę głową. Popatrzyłem na niego zaskoczony.- Teraz rób to co powiem.- Rozkazał.- Przytrzymaj jej ręce, ale delikatnie.- Zrobiłem tak jak kazał. Trudno było złapać ją za nadgarstki, ponieważ rzucała się po łóżku na wszystkie strony, ale w końcu mi się to udało.- Usiądź na niej delikatnie, tak aby się nie wierciła i nie zrobiła sobie ani tobie krzywdy.- Podyktował. Ponownie wykonałem jego polecenie. Położyłem nogi po obu stronach jej tali. Angel została unieruchomiona. Gwałtownie nabierała powietrza, tak jakby nie mogła oddychać.- Mów coś do niej. Cokolwiek.- Nachyliłem się nad nią.
-Angel. To tylko koszmary. Musisz się jakoś zbudzić. Dasz radę. Postaraj się.- Szeptałem do jej ucha.
-Niall...- Jęknęła i zaczęła się bardziej wyrywać. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Coś się zaczynało dziać... Muszę ją szybko obudzić!- Proszę.. Wróć do mnie.- Szepnąłem.
-Niall...- Zaszlochała.
-Pocałuj ją.- Powiedział Thomas. Popatrzyłem na niego zdziwiony.
-Co?! Nie. Nie mogę.- Pokręciłem głową. Angel zaczynała się dusić. Co się do cholery dzieje?!
-Pocałuj ją! Nie ważne gdzie! Po prostu to zrób!- Nakazał poważnym tonem. Popatrzyłem na Angel i przycisnąłem swoje usta do jej czoła. Dziewczyna gwałtownie nabrała powietrza i szeroko otworzyła oczy. Jej oddech był szybki i nierównomierny, jakby dopiero co przebiegła maraton.
-Wszystko dobrze?- Zapytałem cicho. Niepewnie pokiwała głową. Powoli puściłem jej dłonie i ostrożnie z niej zszedłem. Angel podniosła się do pozycji siedzącej i popatrzyła na nas wszystkich. Jej wzrok zatrzymał się na Thomasie.
-Ty.- Zmrużyła gniewnie oczy i wskazała na niego palcem.- Coś ty właśnie zrobił?- Czyli to jego wina.
-Wybacz, ale musiałem coś sprawdzić. A żeby to zrobić, musiałem dowiedzieć się jakie masz najskrytsze lęki. Chociaż to nie było to czego się najbardziej boisz. Nie wiem co to. Dlatego będziemy musieli to powtórzyć.- Wzruszył ramionami. Czyli to on zrobił... Teraz zna jej lęki? A co jeśli wykorzysta je przeciwko niej?!
-Nie!- Krzyknęła i wstała na równe nogi.- Nie zrobimy tego ponownie.
-Wiem, że to nie jest przyjemne. Również przez to przechodziłem, ale spójrz na to od innej strony... Kolejny test poszedł pomyślnie...- Uśmiechnął się. Oboje spojrzeliśmy na niego zdziwieni.
-Jaki test?- Zapytał Zayn niczego nieświadomy.
-Słuchaj. Reagujesz na Niall'a. Na jego dotyk.- Chłopak zignorował pytanie Mulata.- On nieświadomie łączy się z twoim umysłem.- Wytłumaczył. Ja...co?- A teraz się prześpij. Rano będzie cię boleć głowa... Dobrej nocy.- Powiedział do niej. Chłopaki wyszli, a ja jeszcze chwilę zostałem.
-Na pewno wszystko dobrze?- Zapytałem i usiadłem obok niej na łóżku.
-Tak... Nie... W sumie... Nie mam pojęcia. Czuję się dziwnie, moje serce bije bardzo szybko, ale to wydarzenie powoli mi coś uświadamia.- Westchnęła.- A poza tym jestem cholernie zmęczona.- Ziewnęła. 
-A więc idź już spać. Dobranoc.- Przejechałem kciukiem po jej policzku i wyszedłem z jej pokoju.
*Następnego dnia. Po szkole, na klifie.*
-Musisz pozwolić mu odejść.- Powiedział po raz kolejny Thomas.
-Nie!- Wrzasnąłem. Ja, Angel i Thomas od kilkunastu minut się kłóciliśmy. Chłopak chciał namówić Angel, aby ona zniknęła z mojego życia.- Nie ma mowy! Nie zgadzam się!
-Ja...- Szepnęła Angel nie wiedząc co powiedzieć.
-Mówisz, że chcesz go chronić. To najpierw zacznij chronić go przed samą sobą. Oboje dobrze wiemy, że tak będzie im trudniej go znaleźć.- Upierał się dalej. Zgromiłem go wzrokiem.
-Nie słuchaj go.- Powiedziałem do niej stanowczo.
-Jak mam to zrobić co? Wie gdzie mieszkamy. Nie da od tak spokoju.- Zignorowała moją wypowiedź.
-Wymarz mu pamięć.- Wzruszył ramionami.
-Nie!- Krzyknąłem po raz kolejny. Nie ma mowy, abym zgodził się na jakieś wymazywanie pamięci.
-Wtedy i tak musiałabym się wyprowadzić.- Westchnęła.- Ale chyba masz racje...- Powiedziała cicho. Moje oczy powiększyły swoje rozmiary.
-Co?! Nie! To mój umysł i moje wspomnienia! Nie masz prawa mi ich usuwać! - Upierałem się.- Angel on chce ci namieszać w głowie! Błagam nie słuchaj go!
-Ale on ma racje.. Tak będzie lepiej. Nie będziesz mnie pamiętać. Nie bój się. Nic ci się nie stanie. To bezpieczne.- Mówiła spokojnie.- Po prostu... Zniknę z twojego życia na zawsze...- Jej głos był coraz cichszy.
-Kur*a! Angel! Nie ma mowy! Nie chcę cię zapomnieć! Nie mogę! Rozumiesz?! Jesteś częścią mojego życia! Zayn i Louis również! Nie możesz mi tego od tak zabrać! Nie masz prawa!- Krzyczałem zdesperowany.
-Przepraszam...- Spuściła głowę, odwróciła się i zaczęła iść w jakimś kierunku, a Thomas wraz z nią. Muszę coś wymyślić, aby wybić jej to z głowy. 
-Angel błagam!- Krzyknąłem rozpaczliwie.- Potrzebuję cię......
 ________________________________________________________________________________
No i wreszcie skończyłam! Miałam napisać troszeczkę dłuższy, ale już go trochę skróciłam i dodałam szybciej :) 
Co o nim sadzicie? Jak się podoba? Piszcie! To naprawdę ważne i daje strasznie dużo radości! <3
Jak tam przygotowania do świąt? Cieszycie się, że są już za niedługo? :) Bo ja bardzo! 

Może w najbliższym czasie przygotuję świąteczną niespodziankę ;) (Jeżeli mi się uda :))

A więc komentujcie! ;*

Zapraszam na bloga --->  Forbidden Feeling 
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo


Zachęcam do pytania bohaterów :)

Wesołych Świąt <3

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 15

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
'Klif'
-Oni przyszli po ciebie...-Powiedział poważnie. Zaniemówiłem. Nie mogłem zrozumieć. Jak to po mnie?
-Czekaj czekaj...- Powiedziałem.- Jakim cudem przyszli po mnie? To wy jesteście...stworzeniami nadprzyrodzonymi. Ja jestem tylko zwyczajnym chłopakiem z Irlandii. Nie wyróżniam się niczym od innych.
-Może ty tak uważasz, ale one nie.- Powiedział i spojrzał mi w oczy. Przeszywał mnie spojrzeniem i wcale mi się to nie podobało. Po krótkiej chwili odsunął się ode mnie i spojrzał w niebo.
-Gabrielu!- Krzyknął.- To nie może być on!- Wskazał na mnie palcem.
-Jaki Gabriel? Jestem Niall.- Zdziwiony zmarszczyłem brwi.
-Gabriel do cholery!- Krzyknął głośniej. Dziś już coś wspominał o jakimś 'Gabrielu'. Kiedy pierwszy raz się potkaliśmy. Staliśmy naprzeciwko siebie i mierzyliśmy się spojrzeniami. Wtedy też wspomniał coś o Gabrielu.
-O czym ty mówisz?- Zapytałem.
-Zamknij się.- Zwrócił się w moją stronę.
-Jak miło.- Mruknąłem i wywróciłem oczami.
-Bo ci coś zrobię.- Zagroził nawet na mnie nie patrząc.- Gabrielu ja się nie zgadzam! To nie może być on! Jesteś ślepy czy jak?!- Wrzeszczał i cały czas patrzył się w stronę nieba. Nagle zaczął wiać silny wiatr.- Dobra, dobra nie buntuj się tak.- Chłopak podniósł ręce w geście poddania, a wiatr umilkł.- Może ślepy nie jesteś, ale głupi na pewno.- Mruknął bardziej do siebie. Znowu zerwała się wichura i tym razem obaj upadliśmy na ziemię.- Żartowałem.- Prychnął. On zwariował czy jak?!
-O czym ty do cholery gadasz?!- W końcu nie wytrzymałem.
-Nie dość, że ten się wykłóca to drugi się wpieprza.- Westchnął.- Próbuję się z kimś dogadać okej?- Podniósł jedną brew i posłał mi zirytowane spojrzenie.- Zajmij się...czymś.- Zakończył i podniósł się z ziemi. 
-Zabierz mnie do Angel.- Zażądałem stanowczo. Thomas zamknął oczy i westchnął.
-Dajcie mi siłę aby z nim wytrzymać.- Szepnął po czym ponownie spojrzał w stronę nieba.- Gabrielu! To naprawdę nie jest zabawne! Ty chyba sobie ze mnie jaja robisz!- Krzyknął i gwałtownie złapał się za głowę. Coś mu odwala... I to porządnie...- Dobra jaj i może nie... Zamknij się...
-Przecież nic nie mówię.- Zmarszczyłem brwi.
-Nie do ciebie mówię.- Machnął w moją stronę ręką.- Jesteś taki wkurzający... Dokończymy to później.- Warknął. Po krótkiej chwili podszedł do mnie i wystawił dłoń. Złapałem ją i podniosłem się do pozycji stojącej.
-To było do mnie czy nie?- Zaczynałem się już gubić. 
-To akurat nie było do ciebie... Co nie zmienia faktu, że ty też jesteś wkurzający.- Powiedział i zaplótł ręce na klatce piersiowej.
-Z kim ty w ogóle rozmawiałeś?- Zapytałem.
-Chcesz iść do Angel?- Zbył moje pytanie. 
-Tak.- Energicznie pokiwałem głową. Chłopak zamknął na chwilę oczy, a kiedy je otworzył były żółte. 


-Co się dzieje z twoimi oczami?- Spytałem niepewnie. Pamiętam, że Zayn miał też kiedyś przez chwilę takie oczy.
-Nie płacz.- Szepnął chłopak tak, jakby te słowa nie były przeznaczone dla moich uszu.- Utrzymaj emocje na wodzy. Rób wszystko tylko nie płacz...
-Ale przecież ja nie płaczę.- Zmarszczyłem brwi. Thomas zacisnął oczy, a kiedy znowu je otworzył były normalnego koloru.
-Nie mówiłem do ciebie.- Pokręcił głową.- Chodź. Ona jest roztrzęsiona... Przypuszczam, że Louis jak i Zayn za chwilę do niej dotrą.- Zaczął iść w kierunku lasu, więc ruszyłem za nim.
-Kto jest roztrzęsiony?- Zapytałem.
-Angel.- Odpowiedział obojętnym tonem. Zacisnąłem pięści i odetchnąłem głęboko. Nadal nie mogę uwierzyć, że zostawił ją tam samą. Że nie wziął jej zamiast mnie. Ona do cholery musi być bezpieczna! Przyśpieszyłem kroku, chociaż nawet nie wiedziałem w którą stronę mam iść.
-Możesz choć odrobinkę przyśpieszyć?- Warknąłem zły. Thomas wywrócił oczami, złapał mnie za rękę i po chwili ponownie poczułem mdłości, a świat zaczął mi wirować przed oczami. Kiedy wszystko z powrotem się unormowało, otworzyłem oczy. Odetchnąłem głęboko.
-Przyzwyczaisz się.- Thomas poklepał mnie po ramieniu. 
-Nie wiem czy do tego da się przyzwyczaić.- Powiedziałem cicho. Podniosłem wzrok i zobaczyłem w oddali Angel, która siedziała i wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w ziemię. Ruszyłem biegiem w jej stronę, a kiedy byłem blisko, opadłem na trawę i oplotłem ją ramionami.- Nic ci nie jest? Wszystko dobrze? Jesteś ranna? Boli cię coś?- Zasypałem ją pytaniami. Dziewczyna powoli podniosła na mnie wzrok.
-Nie.- Powiedziała słabym głosem.- Nic mi nie jest... Wszystko jest dob...- Przerwała na chwilę, a jej oczy niebezpiecznie się zaszkliły.- Nic do cholery nie jest dobrze. Nic! Wszystko się sypie. Całe moje życie staje się coraz bardziej popieprzone i pogmatwane! Wszystko do cholery jest tak strasznie niestabilne! To w każdej chwili może się posypać jak jakiś pieprzony domek z kart.- Szlochała. Była cała spięta, w dłoniach mocno ściskała źdźbła traw.- To coraz bardziej mnie przeraża. Ja już pomału nie daję rady... Nie jestem gotowa na to wszystko... Przepraszam, że ciebie w to wciągnęłam. Nie chciałam ciebie krzywdzić... Nie chciałam...- Pokręciła głową zrezygnowana.
-Ale ty mnie nie krzywdzisz. Nigdy tego nie zrobiłaś. I wiem, że nigdy tego nie zrobisz.- Delikatnie złapałem ją za policzki i zmusiłem, aby na mnie spojrzała. Miała w oczach łzy, ale nie pozwoliła im wypłynąć. Tak bardzo nie chciałem, aby się smuciła. Tak bardzo chciałem ją jakoś pocieszyć i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.
-Niall... Oni chcą cię zabić... Nie jestem w stanie być przy tobie cały czas i cię chronić... Boję się.- Jej głos był coraz cichszy.
-Nic mi nie będzie. Obiecuję, że nic mi się nie stanie.- Przejechałem kciukiem po jej policzku, dzięki czemu jej ciało trochę się rozluźniło.
-Nie obiecuj. Niall nie obiecuj, skoro potem i tak nie będziesz mógł dotrzymać obietnicy... Postaram się coś zrobić... Postaram się sprawić, abyś był bezpieczny... A ty bądź ostrożny... Proszę.- Szepnęła błagalnie.
-Nic mi się nie stanie.- Zapewniłem.
-Thomas... Dziękuję.- Zwróciła się do chłopaka.
-Za co?- Zmarszczył brwi.
-Za to, że go stąd zabrałeś. Za to, że nie pozwoliłeś, żeby go skrzywdzili... za to, że po prostu byłeś.- Thomas wydawał się bardzo zaskoczony.
-Nie ma za co...- Bąknął zdziwiony.
-Skąd wiedziałeś, że jak rozłożę skrzydła to one...staną się słabsze?- Zapytała Angel.
-Ponieważ Anioły są stworzeniami Boskimi, a jak wiadomo demony nienawidzą niczego co jest z tym związane. Jak rozkładasz skrzydła, one na chwilę stają się osłabione, dzięki czemu możesz jakoś zareagować... Ale trzeba też pamiętać, że przez cały czas słabe nie będą. Bo krótkiej chwili odzyskują siły.- Wytłumaczył.
-Dlaczego sam nie rozłożyłeś skrzydeł, tylko kazałeś mi to zrobić? Zaraz, zaraz...- Powiedziała i coś sobie uświadomiła.- Ty jesteś Upadłym?
-Tak jestem.- Odpowiedział.- I co w związku z tym?
-Skoro jesteś Upadłym... To dlaczego masz skrzydła? Dlaczego one nie są spalone? - Zapytała.
-Już mówiłem... Jestem inny... A ty nie wiesz wszystkiego.- Wzruszył ramionami.
-Angel!- Usłyszeliśmy głos Zayn'a, który po chwili wraz z Louis'em znaleźli się obok.- Nic ci nie jest?- Mówił przejętym głosem.- Wszystko dobrze?
-Tak. Nic mi nie jest.- Przytaknęła i wymusiła lekki uśmiech.
-A to kto?- Zapytał Louis i wskazał palcem na Thomas'a.
-To długa historia.- Westchnęła Angel.
-Zayn...- Thomas zwrócił się do Mulata.- My jesteśmy...- Przerwał na chwilę, jakby zastanawiał się czy na pewno mu powiedzieć.- Jesteśmy rodzeństwem.- Wydukał.
-C-co?- Zayn podniósł się do pozycji stojącej.- Jak to? Ja ciebie nawet nie znam. Poza tym to Angel jest moją siostrą. To nie jest możliwe.- Pokręcił głową.
-On mówi prawdę.- Szepnęła dziewczyna.- Zayn. On...ja...ty... My jesteśmy rodziną. Mamy jednego ojca. On nie kłamię... Valentino... On wiedział.- Jęknęła. Chłopak widocznie pobladł.
-Ale przecież... Dlaczego.. Jak to?- Nie mógł złożyć sensownego zdania.
-Nie martw się. Wyjaśnię ci w końcu. Ale nie dzisiaj, bo mam już dość opowiadania tego samego w kółko.- Thomas wywrócił oczami. Angel podniosła się z ziemi i zaczęła iść w jakimś kierunku.- A ty gdzie się wybierasz?- Zapytał.
-Muszę się przejść... Ochłonąć... I pomyśleć.- Odpowiedziała cicho i nie zwalniała kroku.
-Lepiej pójdę z nią.- Mruknąłem do chłopaków i podbiegłem do niej.- Proszę cię nie smuć się.- Powiedziałem i objąłem ją ręką.
-Nic mi nie jest. Naprawdę.- Zapewniła i odetchnęła głęboko. Oparła głowę o moje ramie. Szliśmy w komfortowej ciszy.
-Gdzie tak właściwie idziemy?- Zapytałem w końcu.
-Zaraz zobaczysz. Już niedaleko.- Miała rację. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Klif. Zauważyłem, że ona lubi tu przychodzić. - Naprawdę lubię to miejsce.- Przyznała... Jakby czytała mi w myślach.- Czuję się tu wolna... I szczęśliwa.- Szepnęła i usiadła na końcu klifu, a ja koło niej.- Cieszę się, że jesteś tu ze mną.- Ponownie oparła głowę na moim ramieniu, po czym zamknęła oczy. Zauważyłem, że na jej usta wpłynął delikatny uśmiech. 'A ja cieszę się, że jestem tu z tobą.' - Pomyślałem, ale nie wypowiedziałem tego na głos.- Zaśpiewaj mi coś.- Poprosiła.
-Co? Nie umiem śpiewać.- Zaprzeczyłem.
-Kłamiesz.- Powiedziała z jeszcze większym uśmiechem.- Wiem, że masz piękny głos. Proszę Ni. Puść jakąś muzykę i zaśpiewaj.
-Okej.- Nie potrafiłem jej odmówić. Wyjąłem telefon i wybrałem piosenkę.- Zaśpiewam, jeśli ty ze mną zatańczysz.- Postawiłem warunek.
-Ej. To nie jest sprawiedliwe. Nie umiem tańczyć.- Szturchnęła mnie palcem w brzuch.
-Kłamiesz.- Tym razem ja się uparłem. Podniosłem się z ziemi i wystawiłem do niej dłoń, którą po chwili namysłu chwyciła. Uśmiechnąłem się zwycięsko.
-Nienawidzę cię.- Warknęła rozbawiona.
-A ja ciebie.- Pocałowałem ją w czubek nosa.
-To było słodkie.- Zachichotała.- Zrób tak jeszcze raz.- Ponownie pocałowałem ją w nos.- Naprawdę słodkie.- Uśmiechnęła się szczerze, a w jej oczach zobaczyłem iskierki radości. Zarzuciła ręce na moją szyję, a ja swoje położyłem na jej tali. - A teraz zaśpiewaj.- Włączyłem piosenkę.
 Zaczęliśmy się delikatnie kołysać w rytm muzyki. Kiedy usłyszałem głos wokalisty, zacząłem cicho śpiewać.
 „Ostatnio
Zastanawiałem się,
Kto zajmie moje miejsce.
Gdy odejdę, będziesz potrzebowała miłości,
Która przegoni smutek z twojej twarzy.
Gdyby wielka fala miała spaść
To spadłaby na nas wszystkich,
Pomiędzy piaskiem i skałami.
Dałabyś sobie radę sama?

 Ref. Gdybym mógł, chciałbym.
Poszedłbym gdziekolwiek ty byś poszła.
Tak wysoko w górę lub nisko w dół.
Poszedłbym gdziekolwiek ty byś poszła.

I może kiedyś się dowiem
Co zrobić, by to powróciło.
Obserwować cię, kierować cię
Przez najciemniejsze z twoich dni.
Gdyby wielka fala miała spaść
To spadłaby na nas wszystkich,
Mam nadzieję, że będzie tam ktoś,
Kto zdoła sprowadzić mnie z powrotem do ciebie.

Ref. Gdybym mógł, chciałbym.
Poszedłbym gdziekolwiek ty byś poszła.
Tak wysoko w górę lub nisko w dół.
Poszedłbym gdziekolwiek ty byś poszła.

Uciec z moim sercem.
Uciec z moją nadzieją.
Uciec z moją miłością .

Oparłem moje czoło o jej, dzięki czemu wpatrywaliśmy się w swoje oczy.

Teraz wiem jak mniej więcej
Moje życie i miłość może nadal trwać:
W twoim sercu i twoim umyśle
Zostanę z tobą na zawsze.

Ref. Gdybym mógł, chciałbym.
Poszedłbym gdziekolwiek ty byś poszła.
Tak wysoko w górę lub nisko w dół.
Poszedłbym gdziekolwiek ty byś poszła.

Gdybym mógł cofnąć czas,
Poszedłbym gdziekolwiek ty pójdziesz.
Jeśli mógłbym sprawić, że będzie moja,
Poszedłbym gdziekolwiek ty pójdziesz.

Poszedłbym gdziekolwiek ty pójdziesz.”

Kiedy piosenka dobiegła końca ponownie pocałowałem ją w nos. Gdyby tylko wiedziała, że te słowa były prawdziwe... Gdyby tylko wiedziała...
-Wiesz co często mam ochotę zrobić?- Zapytała cicho. Nie oderwała wzroku od moich oczu. Nie odsunęła się ode mnie ani o centymetr. Mógłbym tak stać i przytulać ją cały czas.
-Co?- Zapytałem szeptem.
-Nieraz mam ochotę skoczyć z tego klifu...-Przerwała.- I teraz właśnie tak zrobię.- Odsunęła się ode mnie i zaczęła biec w stronę przepaści. Nie zdążyłem jej złapać. Skoczyła....
_____________________________________________________________________________
Przybywam z nowym rozdziałem :) I jak się podoba? :) Słuchałam tej piosenki no i tak bardzo ją lubię, że musiałam ją dodać do rozdziału xd *.*
Piszcie swoje opinie! :) 
To naprawdę motywuje! :D

Notkę pewnie jeszcze zaktualizuję xd
A jak na razie zapraszam na bloga --->  Forbidden Feeling 
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo


Zachęcam do pytania bohaterów :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 14

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
'Demony'
-Mogę być twoim najgorszym koszmarem...- Mruknął. Mierzyliśmy się nienawistnymi spojrzeniami. Był tego samego wzrostu co ja. Jego oczy stały się ciemniejsze.- W końcu się złamiesz... Rozsypiesz na drobne kawałeczki jak delikatne szkło... Potrafię zmieniać cudze życie w piekło... W sumie piekło to mało powiedziane... Jestem jak epidemia, której nie da się zatrzymać.. Niszczę i zabijam wszystko co stanie mi na drodze wiesz?- Mówił spokojnie.- Pękniesz... I już nikt nie będzie w stanie złożyć cię z powrotem.
-To jest groźba?- Zapytałem również spokojnie. Powiem szczerze... Nie bałem się go. Nie przejmowałem się tym co mówił. Czułem wobec niego złość. Nawet nie wiem czemu.
-Możesz to odebrać jak chcesz.- Wzruszył ramionami. 
-Przestań.- Warknęła do niego Angel.- Jeśli mu coś zrobisz...- Mówiła jednak on jej przerwał.
-Nie buntuj się tak Aniołku.- Uśmiechnął się w jej stronę. Mimowolnie zacisnąłem dłonie w pięści.- A właśnie... jak tam szyby w waszej szkole? Naprawione?- Zmienił temat. Angel wydała się zaskoczona.
-Co? To zrobiłeś ty?- Zapytała.- Z jakiego powodu?
-Ja. We własnej osobie.- Jego kąciki ust podniosły się jeszcze wyżej.- Obserwowałem cię wtedy, kiedy byłaś w szkole i pomyślałem, że będzie śmiesznie, jak was troszkę nastraszę. A poza tym chciałem zobaczysz czy to poczujesz...- Jego ton głosu momentalnie zmienił się w bardziej poważny.
-Poczuję co?- Dziewczyna zmarszczyła brwi.
-Nie udawaj.- Pokręcił głową i zbliżył się do niej o krok.- Wiem, że to czułaś. Czułaś tą  energię. Wiem, że zorientowałaś się, że coś zaczyna się dziać... Że jest coś równie silnego co ty... I wiem też, że czujesz coś jeszcze... Wiesz co się zbliża. Ja też to czuję.
-Nic nie wiesz. Nie znasz moich uczuć i tym bardziej nie możesz ich wyczytać.- Odpowiedziała pewnie. Przysłuchiwałem się ich rozmowie. 
-Czyżby Aniołku? Wiem dużo więcej niż ci się wydaje. Więcej niż ktokolwiek. Nie tylko ty jesteś jak zamknięta księga.- Tym razem przeniósł wzrok na mnie. Te słowa miały drugie dno. Ja kiedyś uważałem tak o Angel. W pierwszy dzień szkoły. Wtedy ona była dla mnie zamkniętą księgą. 
-Jak wiesz tak dużo... To może wiesz też... Jak to możliwe, że połączyłam się z umysłem Niall'a?- Uniosła jedną brew.- Chyba, że nie wiesz.- Wzruszyła ramionami.
-Domyślam się...- Odpowiedział pewnie.- Jestem nawet pewien... Ale aby to wszystko złożyć w jedną całość... Musiałbym przeprowadzić kilka testów...- Zamilkł na chwilę.- Jednak niekoniecznie dobrych.- Zniżył to głosu i zbliżył się o kolejny krok do Angel
-Odsuń się się.-Zamknęła oczy i lekko się wzdrygnęła.
-Boisz się mnie?- Zapytał szeptem i uśmiechnął się zwycięsko. Postanowiłem zareagować. Stanąłem przed Angel i odepchnąłem chłopaka.
-Powiedziała, żebyś się odsunął.- Warknąłem. 
-Nie prowokuj mnie, bo mogę ci wyrządzić naprawdę wielką krzywdę.- Syknął i stanął ze mną twarzą w twarz. Mierzyliśmy się lodowatymi spojrzeniami. Nagle jakby jego wyraz twarzy zmienił się w zaskoczenie.
-Gabriel...- Szepnął i odsunął się kilka kroków w tył.- Nie wierzę.- Naprawdę wydawał się zdezorientowany. Chyba pierwszy raz coś tak bardzo go zaskoczyło.
-O co ci chodzi?- Zapytałem. Chłopak zamknął na chwilę oczy po czym odetchnął.
-Angel...- Zwrócił się do dziewczyny stojącej za mną i całkowicie zignorował moje pytanie.- Naprawdę wiem o wiele więcej niż ci się wydaje.- Był śmiertelnie poważny. Angel stanęła obok mnie.
-A więc powiedz mi co wiesz. Powiedz mi wszystko. Wytłumacz.- Powiedziała.
-Może odwiedzimy Valentina? Dawno go nie widziałem.- Zmienił temat.
-Znasz go?- Zapytała cicho Angel.
-Oczywiście.- Prychnął.
-Dlaczego on nigdy mi o tobie nie powiedział? Dlaczego nie powiedział mi ani Zayn'owi, że mamy brata? Dlaczego przez tyle lat to ukrywał?- Jej głos robił się coraz cichszy, jakby to co usłyszała przygniatało ją, a ona nie dawała sobie z tym rady. Delikatnie gładziłem dłonią jej plecy, chcąc tym samym dodać jej trochę otuchy.- Dlaczego?- Podniosła na niego smutny wzrok.

-Nie mam pojęcia. Jeśli chcesz odpowiedź na to pytanie musisz zapytać się jego. Co jak co, ale nie obchodzi mnie dlaczego wam o tym nie powiedział. Może i czujesz się teraz oszukana, ale cóż... Takie jest życie. Przyzwyczaj się. Życie jest okrutne... W szczególności przez ludzi, którzy takie życie tworzą.- Powiedział spokojnie. Na początku irytowało mnie to, że cały czas był arogancki i ciągle się uśmiechał. Ale teraz nie podoba mi się to, że jest tak  cholernie poważny i opanowany.
-Stwierdzam, że do ludzi okrutnych ty jak najbardziej się zaliczasz.- Prychnęła dziewczyna. Chłopak zbliżył się do niej tak, że ich czoła się stykały.
-Aniołku każdy ma swoją ciemną stronę.- Warknął cicho. - Tylko niestety moja przysłoniła tę jasną.- Szepnął i powoli się od niej odsunął.- Ty chyba najlepiej powinnaś o tym wiedzieć. Myślisz, że nic nie podejrzewam? Widzę jak ze sobą walczysz. Walczysz z pragnieniem.- Mruknął.
-Skąd możesz być tego pewny? Nie sądzę abyś to widział.- Powiedziała pewna siebie.
-Widzę więcej niż możesz sobie wyobrazić.- Zauważyłem, że zacisnął lekko pięści, dlatego na wszelki wypadek stanąłem trochę bardziej przed Angel.- Może chodźmy już do Valentina? Może będzie miał odwagę aby wam wszystko wyjaśnić?- Powiedział i spojrzał na mnie zirytowanym wzrokiem. Pewnie zauważył, że boję się o brunetkę. 
-Okej. Chodźmy.- Westchnęła dziewczyna. Ruszyliśmy. Szliśmy powoli. Nikt się nie odzywał... W końcu Angel postanowiła to przerwać.- Mówiłeś wcześniej coś o jakichś testach... O co w nich chodzi?
-Chcesz wiedzieć dlaczego połączyłaś się z umysłem Niall'a?- Zapytał.
-Tak.- Odpowiedziała od razu.
-Te tak zwane testy pozwolą mi potwierdzić albo obalić moją teorię w związku z tym tematem.- Wytłumaczył.- To co? Chcecie się ich podjąć?- Na jego ustach ponownie pojawił się uśmiech.
-Dobra.- Zgodziliśmy się.
-Angel. Mogłabyś zostawić nas samych i nie wiem... Odejść gdzieś daleko? Na chwilkę.- Zapytał chłopak.
-Nie zostawię Niall'a samego z tobą.- Prychnęła lekceważąco. 
-Nie ufasz mi Aniołku?- Jego uśmiech powiększył się jeszcze bardziej.
-Tobie? Akurat nie. Nie ufam ci w żadnym stopniu.- Warknęła.
-Ranisz Aniołku. Ranisz.- Złapał się za serce i udał smutek. 
-Jak mogłabym zranić kogoś, kto nawet nie ma uczuć?- Uniosła jedną brew i wpatrywała się w niego wyczekująco.
-Mówisz, że to ja jestem chamski. I prawdopodobnie masz rację, ale to nie ja oceniam ludzi nawet ich nie znając.- Wywrócił oczami.
-Dobra... Faktycznie.- Przyznała.- Ale trudno nie oceniać cię tak po twoim zachowaniu. Jednak i tak przepraszam.
-Spokojnie. Nie czuję się urażony.- Zaśmiał się.- Nie musisz mnie przepraszać. Uh... jesteś zbyt wielkim mięczakiem Aniołku.- Pokręcił rozbawiony głową.
-Nie jestem mięczakiem.- Zaplotła ręce na klatce piersiowej.- Czekaj... Prawdopodobnie jesteś moim bratem, a ja nadal nie znam twojego imienia.- Stwierdziła. Miała rację. Tyle z nim rozmawiamy, a jego imię jest wciąż nieznane.
-”Prawdopodobnie”?- Zrobił w powietrzu cudzysłów.- Czyli nadal nie chcesz mi uwierzyć, że jestem twoim bratem?- Zapytał i uniósł jedną brew. Zaraz, zaraz... On jest jej bratem?Jakim cudem? Przecież to Zayn jest jej rodzeństwem! To niemożliwe, żeby oni byli spokrewnieni!
-Nie. W dalszym ciągu ci nie wierzę. Nadal nie dałeś mi jakichś konkretnych dowodów.- Wyjaśniła.- Skąd mam mieć pewność, że te historie nie zostały przez ciebie wymyślone?- Tym razem wtrąciłem się do rozmyowy.
-Jak to? Jesteście rodzeństwem?- Spytałem zaskoczony.
-Nic nie jest pewne.- Mruknęła.
-Tak jesteśmy. Mamy jednego ojca.- Chłopak ignorował wypowiedź Angel.
-Nieważne. - Westchnęła.- To w końcu jak się nazywasz?- Ponownie zapytała.
-Widzę, że trudno jest ci przyjąć prawdę.- Uśmiechnął się zadowolony.- A mam na imię Thomas. 
-Thomas.- Powtórzyła do siebie dziewczyna.- Okej. Thomas.
-Już prawie jesteśmy.- Stwierdził chłopak. Faktycznie. Miał rację. Już byliśmy blisko domu Valentina. Angel przyspieszyła. Thomas złapał mnie za ramię i zwolnił, po czym całkowicie się zatrzymaliśmy. Angel nie zauważyła, że nie idziemy za nią. Kiedy weszła do domu  Thomas przeniósł na mnie swoją uwagę.- No to możemy zrobić pierwszy test...- Powiedział i uśmiechnął się.
*Pisane w trzeciej osobie*
-Valentino patrz kogo przyprowadziłam.- Powiedziała Angel i weszła do pomieszczenia, w którym się znajdował.
-Kogo?- Mężczyzna zmarszczył brwi.- Nikogo z tobą nie ma.
-Co? Przecież...-Odwróciła się i znieruchomiała.- Gdzie do cholery...- Nie dokończyła ponieważ poczuła ogromny ból w okolicach brzucha. Upadła na ziemię i jęknęła cicho.
-Co ci jest?- Valentino zerwał się z miejsca i podbiegł do brunetki.
-Niall...- Szepnęła przerażona i momentalnie stanęła na równe nogi. Wybiegła z domu i zobaczyła Thomas'a, który stał przy zgiętym Niall'u. 
-Coś ty do cholery zrobił?!- Krzyknęła dziewczyna. Z wielką siłą odepchnęła brata.
-Pierwszy test poszedł pomyślnie.- Uśmiechnął się przebiegle.
*Oczami Niall'a*
-No to możemy zrobić pierwszy test.- Powiedział i uśmiechnął się. Zrobiłem krok do tyłu.
-Jaki test? Co zamierzasz zrobić?- Zapytałem opanowanym głosem.
-Tylko spokojnie.- Wystawił ręce przed siebie.- To nie będzie bolało... Przynajmniej mnie.- Zaśmiał się i uderzył mnie z wielką siłą w brzuch. Zgiąłem się lekko i zacisnąłem oczy. W pewnym momencie z domu wybiegła Angel. 
-Coś ty do cholery zrobił?!- Krzyknęła i odepchnęła Thomas'a.- Co ci odbiło?! Jesteś chory czy co?!- Krzyczała. Odetchnąłem głęboko i podszedłem do dziewczyny. Położyłem dłonie na jej ramiona i przyciągnąłem do siebie.
-Hej. Spokojnie. Nic mi nie jest.- Szepnąłem do jej ucha. Jej ciało wyraźnie się rozluźniło.
-Widzisz? Nic mu nie jest! A na dodatek test wyszedł pozytywnie!.- Thomas klasnął w ręce.
-To nazywasz testem?! Dziękuję za takie coś!- Warknęła zła.
-Tylko go delikatnie dotknąłem... Nie rób z tego tak wielkiej afery.- Wywrócił oczami.
-Delikatnie? Delikatnie?! Wydawało mi się jakby ktoś z całej siły przywalił mi cegłą! A nawet gorzej! I ty to nazywasz delikatnością?- Zapytała z wyrzutem.
-Ale zobacz... Poczułaś...- Uśmiechnął się tryumfująco. Angel nagle wydawała się zbita z tropu.- Czułaś to samo co on. W tym samym momencie. Wiedziałaś kiedy dzieje mu się krzywda.- Wytłumaczył.- A poza tym...- Tym razem zwrócił się do mnie.- Jesteś bardzo silny jak na człowieka. Wydawało mi się, że będziesz się zwijał z bólu, a tu tylko cicho syknąłeś... Jednak może coś z ciebie kiedyś wyrośnie.- Zaśmiał się i poklepał mnie o plecach.- Hmm... Może spróbujemy czy to działa w obydwie strony? Czy tym razem on coś poczuje?
-Nie ma mowy.- Momentalnie stanąłem przed Angel, dzięki czemu zasłoniłem ją swoim ciałem.
-Łohoho spokojnie!- Chłopak uniósł ręce w geście obrony.- Żartowałem.
-Żartowniś się znalazł.- Bąknąłem.
- A żebyś wiedział.- Szturchnął mnie palcem w brzuch.- No to co? Idziemy przywitać się ze starym przyjacielem?- Zapytał z tym swoim uśmiechem.
-Ale tym razem bez żadnych sztuczek.- Warknęła Angel. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę domu. Otworzyła drzwi i weszliśmy do środka.
-Angel co ci się...- Do przedpokoju wszedł Valentino i kiedy nas zobaczył zamarł w jednym miejscu.- Co ty tu robisz? Jak nas znalazłeś?- Zapytał.
-Mnie też miło cię widzieć Valentino.- Prychnął Thomas.
-Czyli to jednak prawda... Jak mogłeś mi tego nie powiedzieć? Jak mogłeś nie powiedzieć mi i Zayn'owi, że mamy brata? Czuję się... zdradzona i oszukana...- Jej głos zaczął się załamywać, dlatego objąłem ją ramionami.- Tyle lat to przed nami ukrywałeś...
-Robiłem to dla waszego dobra. Prosili mnie o to.- Powiedział cicho.
-Kto cię o to prosił?- Zmarszczyła brwi i się do mnie przytuliła.
-Prosił mnie o to wasz ojciec, jego matka...- Skinął głową w stronę Thomas'a.- I Meredith...- Ściszył głos.
-Ona? Meredith o tym wiedziała? Dlaczego ona? Czemu nam tego nie powiedziała? Kochała nas. I ufała...- Zobaczyłem, że jej oczy stały się zaszklone.
-Byliście mali... Wszyscy stwierdziliśmy, że tak będzie lepiej... Chciałem wam w końcu o tym powiedzieć, ale nie mogłem. Obiecałem to JEJ.- Mówił cicho, jakby bał się, że może jeszcze bardziej zranić tą niewinną dziewczynę.
-A dlaczego ona sama im tego nie powiedziała?- Zapytał Thomas.- Skoro jest taka kochana to dlaczego ukrywała tak ważną tajemnicę? Moim zdaniem była tchórzem.- Angel wyrwała się z mojego uścisku i przycisnęła Thomas'a do ściany.
-Nie była tchórzem. Nigdy nie była...- Syknęła i mocniej ścisnęła jego koszulkę.- Nie znasz jej do cholery.
-Ona ma racje.- Wtrącił się Valentino.- Meredith nie była tchórzem. Ona w przeciwieństwie do twojej matki ocaliła Zayn'a, Angel i ciebie.
-Jak to?- Zapytał zdziwiony.
-Jak się urodziliście już większość stworzeń nadprzyrodzonych domyślało się, że oboje będziecie silni i tak samo potężni. Z każdym dniem dorastaliście i stawaliście się coraz bardziej doświadczeni i niebezpieczni. Mimo tego, że byliście dziećmi wielu uznało was za zagrożenie i chciało się was pozbyć. Meredith kazała wam uciekać. Upozorowała twoją i Zayn'a śmierć. Udawała, że ty też tam jesteś.- Wskazał palcem na chłopaka, przyciśniętego do ściany.- Później jednak odkryto prawdę... I Meredith zaginęła... Zrobiła to, żeby nie tylko chronić Angel i Zayn'a, ale również i ciebie. Nie obchodziło ją to, że nie jesteś jej synem. Ale byłeś dzieckiem jej męża. Ona cię pokochała i chciała dać ci opiekę, wolność oraz życie... Ona była niezwykłą kobietą.- Powiedział.
-A ja mam za zadanie ją odnaleźć...- Mruknęła Angel i otarła łzy, które spływały jej po policzkach.
-Kim jest Meredith?- W końcu odważyłem się zapytać.
-Moją mamą.- Szepnęła dziewczyna. Nie odezwałem się. Kompletnie nie wiedziałem co mam odpowiedzieć, więc przyciągnąłem brunetkę do siebie i przytuliłem. Wtuliła się w moje ciało.
-To dlaczego przyjechałeś?- Ponownie zapytał Valentino.
-Ponieważ Angel jest wystarczająco silna, aby mi pomóc.- Powiedział.
-O nie. Ona w niczym nie będzie ci pomagać.- Zaprzeczył stanowczo.
-Spokojnie... Dlaczego wszyscy są tak sceptycznie do tego nastawieni?- Wywrócił oczami.
-Ponieważ ja wiem do czego jesteś zdolny...
***
-Ale on mnie irytuje!- Warknął Thomas.
-A mnie irytujesz ty.- Odburknęła Angel.
-Nie wkurzaj mnie bo ci coś zrobię. I nie będę w stosunku do ciebie delikatny.- Powiedział groźnie. 
-Nie waż się jej nawet tknąć.- Zagroziłem.
-Nie zrobiłbym jej krzywdy fizycznej... Mógłbym ją zabić nie robiąc jej przy tym krzywdy.- Powiedział pewny siebie.
-Niby jak?- Zapytała lekceważąco Angel.
-Gdybym zabił ego.- Wskazał na mnie palcem.- Ty zginęłabyś razem z nim. Jesteś do niego zbyt przywiązana... Obwiniałabyś się za jego śmierć... I to by cię zniszczyło.- Powiedział i uśmiechnął się zwycięsko. Angel się nie odezwała.- Jesteście tacy przewidywalni i słabi.- Wywrócił oczami i przyśpieszył kroku. Szliśmy do lasu nas „rzekę wspomnień”. Chciał dowiedzieć się coś o mojej przeszłości. Mówił, że „to potrzebne do kolejnego testu”. Nagle przed nami stanęła czarna postać. Wszyscy troje się zatrzymaliśmy.- To demon.- Szepnął Thomas. Wolno sięgnął do kieszeni spodni, po czym szybkim ruchem rzucił sztyletem w przeciwnika. Demon dostał prosto w serce... Jeśli demony w ogóle je mają... i rozsypał się w proch.
-Jest ich więcej.- Powiedziałem cicho. Nie miałem pojęcia skąd to wiedziałem, ale czułem, że się zbliżają.
-Niemożliwe. Demony nie przemieszczają się w grupach. Oni...- Nie dokończył ponieważ zaczęły otaczać nas inne stworzenia.
-O kurde... Miałeś rację...- Mruknął Thomas.- Angel rozłóż skrzydła.- Nakazał.
-Po co?- Zapytała zdziwiona. Przybliżyła się do nas o krok tak, że we trójkę stykaliśmy się plecami. Demonów było coraz więcej. Ich około stu, my – troje.
-Po prostu to zrób!- Powiedział głośniej. Angel nie zastanawiając się dłużej rozłożyła skrzydła. Demony opadły na ziemię i zasłoniły sobie oczy. Poczułem mocny uścisk ręki Thomas'a, po czym zrobiło mi się niedobrze. Świat zaczął mi wirować przed oczami i czułem się jakbym zaraz miał stracić przytomność. Po chwili wszystko już było dobrze. Nie byliśmy tam gdzie wcześniej. Byliśmy na polanie, gdzie pierwszy raz poznaliśmy Thomas'a. Jednak czegoś mi brakowało... A raczej kogoś...
-Gdzie jest Angel?!- Zapytałem przejęty.
-Została tam. Nas przeniosłem tutaj.- Odpowiedział spokojnie.
-Dlaczego nie wziąłeś jej?- Wykrzyknąłem.- Jak mogłeś ją tam zostawić?! Ona może zginąć! Jesteś naprawdę taki głupi czy tylko udajesz?!- Chłopak pchnął mnie i przycisnął do drzewa.
-Nie wkurzaj mnie. Jak na razie trzymam moje demony mocno uwiązane na smyczy, jednak jeszcze jedno słowo i je spuszczę*, a wtedy nie będzie tak kolorowo.- Ostrzegł.
-Nie obchodzi mnie to.- Odepchnąłem go od siebie.- Zabierz mnie tam z powrotem. Muszę jej pomóc. Jeśli ty nie chcesz narażać swojego zarozumiałego dupska to proszę bardzo... Ale ja nie zamierzam jej tam tak zostawić...
-Nie zdążyłem jej chwycić okej?! Przepraszam!- Uniósł swoje ręce w geście poddania.- Ale nic jej nie będzie.- Westchnął poirytowany.- Oni nie przyszli po nią...
-Jak nie jej chcieli to kogo?- Zapytałem spokojniejszy.
-Oni przyszli po ciebie...
_______________________________________________________________________
*Jakby ktoś nie zrozumiał to nie chodzi o to, że Thomas ma jakieś swoje 'prywatne' demony :D Tu chodzi o jego charakter. Że jak Niall go jeszcze bardziej zdenerwuje to pokaże swoją 'złą stronę' ;)
No a teraz piszcie jak Wam się podoba rozdział? :) 
Macie jakieś uwagi, spostrzeżenia? :) Piszcie!
Przyjmuję również krytykę :)

Nicol i dowiedziałaś się o co chodziło z szybą! :D 

Założyłam nowego bloga : Forbidden Feeling (Jakby ktoś chciał zobaczyć zwiastun : KLIK
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo


Zachęcam do pytania bohaterów :)