środa, 18 lutego 2015

Rozdział 22

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
WAŻNA INFORMACJA POD ROZDZIAŁEM! PROSZĘ KAŻDEGO O PRZECZYTANIE NOTKI!
_________________________________________________________________________________
"Ósmy Świat..."
-Nie boję się jej...- szepnęła drżącym głosem.- Boję się ciebie...- Jej słowa były dla mnie jak zimny kubeł wody. Czułem się jakby ktoś mnie zastrzelił i wyciągnął ze mnie wszystko co miałem w środku. Chociaż może to byłoby nawet przyjemniejsze od tego co powiedziała... Wpatrywałem się w nią pustym wzrokiem. Byłem cały blady i jeszcze nie doszło do mnie do końca, co ona takiego mówi. 
Boi się mnie. Ona się mnie boi. Byłem wypruty ze wszystkich emocji. To tak cholernie zabolało. Ona nie może się mnie bać!
-Angel. Nie. Nie bój się błagam.- szepnąłem i szybkim krokiem podszedłem do łóżka. Wystawiła ręce przed siebie, dając mi tym samym znak, żebym się nie zbliżał. Dziura w moim sercu powiększała się z każdą chwilą.- To ja. Niall.- powiedziałem rozpaczliwie. Energicznie zaczęła kręcić głową.
-To nie jesteś ty. Nie jesteś moim Niallem. Coś jest naprawdę nie tak.- była przerażona. Była przerażona MNĄ, a ja nie wiedziałem dlaczego. Mimo jej sprzeciwów podszedłem do niej i objąłem dłońmi jej policzki.
-To nie jest prawda. To ja. Niall. Nadal ten sam. Nic się nie zmieniło. Błagam cię uwierz mi. Nie musisz się mnie bać.- Starałem się ją jakoś uspokoić. Delikatnie gładziłem jej skórę.
-Proszę nie dotykaj mnie. To nie jesteś ty. Nie czuję cię. Nic się nie zgadza.- Zacisnęła mocno powieki. Jej oddech był płytki i niespokojny.
-Boisz się go? I bardzo dobrze. Wszyscy powinni się go bać.- odezwała się krwawa dziewczynka. Angel gwałtownie podniosła się z miejsca i stanęła naprzeciwko ducha.
-Zniknij. Nigdy więcej ty i reszta gromady się do niego nie zbliżajcie. Nie macie prawa... Masz przekazać JEMU...- Dała nacisk na to słowo.- żeby was pilnował. Bo inaczej sobie pogadamy.- warknęła. Ona ją widzi? Przecież tylko ja ją widziałem.
-Ty ją widzisz?- zadałem pytanie.
-Nie, nie widzę jej, ale wyczuwam. I to bardzo dobrze.- odpowiedziała nawet na mnie nie patrząc.
-Czujesz mnie i słyszysz, bo ci na to pozwalam.- powiedziała dziewczynka. Jej oczy zaczęły spowijać się ciemnością. Robiły się coraz bardziej czarne. Nie podoba mi się to.- Mam mu przekazać? Nie wiem czy to jest dobry pomysł.- Jej cichy głos rozniósł się po pokoju.
-Nie obchodzi mnie to. Ma was tu nie być. Macie swoje miejsce to tam zostańcie.- Angel była zła, ale i widocznie przerażona.
-Chcesz się sprzeciwić Gabrielowi?- Jej oczy robiły się coraz ciemniejsze.
-Jak będę musiała to tak. Nie boję się go.- Angel pokręciła głową. Po pomieszczeniu rozniósł się śmiech dziewczynki.
-A powinnaś.- Jej oczy zrobiły się całkowicie czarne.


Kiedy chciałem odciągnąć od niej Angel, poczułem mocne pchnięcie i nie wiem jak, ale byłem przyciśnięty do ściany nad łóżkiem. Nie dotykałem ziemi. Zobaczyłem, że Angel również znajduje się w powietrzu przyciśnięta do ściany. Krwawa dziewczynka trzymała wyciągnięte ręce. Jedną wskazywała na mnie, a drugą na Angel.
-Co ty robisz?!- syknąłem wściekły. Ona jednak mnie zignorowała i przypatrywała się brunetce.
-Głupiutka. Z nim się wojny nie rozpoczyna, bo on zawsze ją zakańcza.- Powiedziała rozbawionym głosem.- Odpowiedzi na wszystkie dręczące was pytania masz tuż pod nosem. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze ich nie znalazłaś. Dusza, Angel. Nie wszyscy ją mają wiesz?- Widziałem jak Angel coraz bardziej brakuje tchu. Chciałem coś zrobić, ale nie mogłem się ruszyć.
-Zostaw ją! Robisz jej krzywdę!- krzyknąłem zdesperowany.
-Trzeba potrafić patrzeć Angel. Nie tylko w głąb siebie. Szukaj odpowiedzi wśród innych. Jestem pewna, że jeśli się postarasz w końcu ją znajdziesz. - mówiła dalej mnie ignorując.
-Proszę zostaw ją! Robisz jej krzywdę!- Czułem jak powoli odzyskiwałem zdolność ruchów.- Angel spójrz na mnie.- powiedziałem do dziewczyny, jednak ona tylko mocno zacisnęła powieki.
-Nigdy nie zamierzałam cię skrzywdzić Niall. Nie martw się. Nic jej nie będzie...- Uśmiechnęła się lekko w moją stronę. Jej oczy powoli odzyskiwały dawny kolor.- A tobie Angel nie radzę się sprzeciwiać. Gabriel... to skomplikowana osoba.- Pokręciła głową w geście rezygnacji.
-To co tu robisz? Nie powinnaś się ze mną komunikować.- Z ledwością wypowiedziała brunetka. Nie mogła oddychać.
-Nie powinnam, ale staram się ci pomóc. Dużo ryzykuję, jednak wiem, że to się opłaci... Pamiętaj co ci mówiłam. Możesz odkryć wiele. Niekoniecznie patrząc w głąb siebie.- powiedziała i zniknęła. Angel bezwładnie opadła na ziemię i głęboko nabrała potrzebnego powietrza. Szybko do niej podbiegłem. Przez chwile wpatrywała się w podłogę, po czym straciła przytomność. Wziąłem jej ciało na ręce i zbiegłem z nią na dół. Gdzie do cholery jest Zayn i Louis, kiedy są potrzebni?!
-Cholera!- przekląłem pod nosem i zacząłem się rozglądać po pomieszczeniu.
-Nic mi nie jest Niall...- Usłyszałem cichy pomruk. Angel zaczęła się ruszać i powili rozchyliła powieki.- Wszystko jest okej.- szepnęła cicho. Jednak ja wiedziałem, że nie było okej. Nic nie było dobrze! Wszystko się waliło i nic nie trzymało się kupy!
Położyłem jej drobne ciało na kanapie i kucnąłem obok niej. Wziąłem jej małą dłoń w swoje ręce i delikatnie gładziłem jej skórę. Popatrzyła się na mnie, po czym ostrożnie odsunęła w tył, tym samym zabierając dłoń.
-Angel...- szepnąłem jednak uciszyła mnie gestem ręki.
-Proszę przestań.- mruknęła.- Nie zbliżaj się do mnie, przynajmniej na razie. Coś jest z tobą nie tak.- Jej głos stawał się coraz cichszy.
-Proszę nie traktuj mnie jakbym był potworem!- Jęknąłem i energicznie przeczesałem ręką włosy. Przez chwilę się nie odzywała. Przyglądała się każdemu mojemu ruchowi, jakby tak miała się dowiedzieć co ze mną jest nie tak.
-Ale ty jesteś potworem.- Kiedy usłyszałem te słowa stanąłem jak wryty w ziemię. Wpatrywałem się w nią szeroko otwartymi oczami. Kur*a! Gwałtownie cofnąłem się o krok w tył, jakbym właśnie został przez nią spoliczkowany. Chociaż to na pewno bolało by mniej, niż to, co aktualnie czuję w środku.
-Nie.- prychnąłem i pokręciłem głową. Stawiałem małe kroki coraz bardziej się od niej oddalając.- Nie jestem potworem.- zaprzeczyłem i szybkim krokiem wyszedłem z mieszkania, przy okazji trzaskając drzwiami. Czułem w środku ogromną złość pomieszaną z żalem i smutkiem. Byłem cholernie zraniony. Ona powinna mnie rozumieć! Przecież sama jest taka jak ja... prawda?
Szedłem przed siebie i nawet nie widziałem gdzie. Po prostu nogi same mnie dokądś ciągnęły. Miałem wszystkiego dość. To okropne kiedy dotychczas twoje życie było normalne i nagle wszystko zmieniło się o trzysta sześćdziesiąt stopni. To jest niedorzeczne! Czy czymś zawiniłem?! Zrobiłem kiedyś coś złego za co teraz muszę odpowiadać?! Nawet nie mam z kim porozmawiać. Nie mam tu przyjaciół, a nawet jeśli bym miał nikt by tego nie zrozumiał. Dotychczas miałem Angel. Ale teraz? Sama się mnie boi! Chociaż nie mam pojęcia dlaczego. Nie jestem potworem! Tym bardziej NIGDY nie zrobiłbym jej krzywdy. Staram się jej nie ranić, więc nie wiem dlaczego traktuje mnie jak najgorszą osobę na świecie... Mógłbym się spytać o radę Harry'ego, Zayna lub Louisa, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Do tej pory radziliśmy sobie sami z Angel, a teraz widocznie z problemami będę musiał uporać się sam... Jeszcze do tego te duchy, które mnie nawiedzają! Czego akurat przyczepiły się do mnie?! Nie jestem przecież ani ważny ani wyjątkowy! 
-Dla wielu właśnie taki jesteś. Ważny i wyjątkowy.- Usłyszałem znajomy głos i od razu poczułem towarzyszący temu chłód.
-Idź sobie! Nienawidzę cię! Daj mi spokój! To wasza wina!- krzyknąłem wściekły. O dziwo – zadziałało. Już jej nie było. Prznajmniej słucha... Uh! I jeszcze kolejnym problemem jest ten... Gabriel. Kim od jest?! Co takiego zrobił, że wszyscy się go boją?! Mimo tego, że wszyscy mnie przed nim ostrzegają ja nie odczuwam strachu. Jest mi on obojętny lub co najwyżej czuję do niego gniew. W końcu na pewno dowiem się kim jest ten gościu.
W oddali zobaczyłem plaże. Nawet nie wiedziałem, ze tak daleko zaszedłem. Kiedy zacząłem iść po piasku powoli się uspokajałem. Usiadłem niedaleko wody. Wpatrywałem się w krajobraz przede mną, fale spokojnie płynęły równo z wiatrem. Cichy szum wody dawał ukojenie dla uszu. Całkowicie się odprężyłem.
Ktoś usiadł obok mnie. Powoli odwróciłem głowę. Obok mnie siedział mój ojciec. Jeszcze jego tu brakowało!
-Czego chcesz?- zapytałem beznamiętnym głosem. Z powrotem przeniosłem wzrok przed siebie, doszczętnie go ignorując.
-Mnie też miło cię widzieć Niall.- Zaśmiał się cicho.
-Daruj sobie.- burknąłem zirytowany.
-Widzę, że humor cię dzisiaj opuścił.- powiedział i wyciągnął prze siebie nogi. 
-O co ci właściwie chodzi?- Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na niego oczekując odpowiedzi.- Zjawiasz się tak nagle, bez żadnego zaproszenia, akurat wtedy kiedy najbardziej nie chcę cię widzieć. Pewnie mamie też nie powiedziałeś o swoim przyjeździe co?- dodałem.
-Nie jeszcze nie powiedziałem, ale to nie znaczy, że nie zamierzam jej powiedzieć.- Wzruszył ramionami.- Czekam tylko na odpowiedni moment.- powiedział i uśmiechnął się lekko. Jaką ja mam ochotę kogoś zabić! A on jest akurat pod ręką... Szybko odrzuciłem od siebie te myśli.- Widzę, że coś cię męczy.- Przerwał ciszę, która tak bardzo mi odpowiadała.- Jak chcesz porozmawiać to mów śmiało. Postaram się pomóc.- powiedział szczerze. Gdybym tylko mógł ci powiedzieć..- pomyślałem. 
-Po pierwsze nawet cię nie znam, a jeśli nawet to nie zwróciłbym się do ciebie o pomoc.- powiedziałem oschle.- Po drugie nawet byś tego nie zrozumiał.- mruknąłem.
-Okej. Przypuszczałem, że nie chciałbyś żadnej rady z mojej strony... Ale zdziwiłbyś się ile rzeczy potrafię zrozumieć...- Podniósł się na nogi i otrzepał spodnie z piasku.- Będę już leciał. Twoja przyjaciółka cię szuka. Nie chcę przeszkadzać.- Odwrócił się i zaczął iść w nieznanym dla mnie kierunku.- A i jeszcze jedno.- Spojrzał na mnie przez ramię.- Jakbyś kiedyś potrzebował kogoś do rozmowy, po prostu powiedz. A wtedy na pewno cię znajdę.- Uśmiechnął się lekko i poszedł. Okej... to było... dziwne. Dosyć miłe, ale jednak dziwne. 
I miał racje. Po kilku minutach zjawiła się Angel. Jak o to robi?
-Nie boisz się już takiego potwora jak ja?- prychnąłem cicho i nawet na nią nie spojrzałem. 
-Przepraszam. Ale to co się z tobą dzieje... co nieraz jest wyczuwalne przy tobie. To jest istny koszmar.- Pokręciła głową.
-Kim jest Gabriel?- zapytałem od razu. Tym razem nie dam się zbyć.
-To nie jest...- Zaczęła, jednak jej przerwałem.
-Nie obchodzi mnie to! Chcę wiedzieć, dlaczego wszyscy traktują go tak jakby był nie wiadomo kim!- warknąłem.
-Okej.- westchnęła ustępując. Oh. Nie wiedziałem, że tak łatwo pójdzie.- Nie chcę już przed tobą nic ukrywać... A więc Gabriel to Anioł Śmierci.- powiedziała.
-Że kto?!- zapytałem i gwałtownie odwróciłem się w jej stronę.
-Anioł śmierci.- powtórzyła spokojnie.
-Tak wiem, słyszałem, ale co robi ten.. Anioł?- dopytywałem.
-Włada śmiercią. Może odebrać ci życie, ale także co je oddać. Włada duszami zmarłych. Ósmy świat Niall. On do niego należy.- wyjaśniła.
-Ósmy świat?- Zmarszczyłem brwi, nie za bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
-Mówiłam ci już kiedyś o ośmiu światach. Ostatnim jest Mundus obscuritas... Czyli...- Nie dałem jej dokończyć, tylko zrobiłem to za nią.
-Mroczny świat...- szepnąłem.
-Właśnie. Żyje tam wraz ze swoją armią, ale jeszcze nie zdobył całej władzy. Do tego potrzebna jestem mu ja. Muszę użyć Ethry, czyli najpotężniejszej mocy.- powiedziała spokojnie.
-Okej. To zmienia posta rzeczy.- mruknąłem.- Czyli jakby chciał, to jednym pstryknięciem palce może od tak pozbawić nas życia?- Spojrzałem na nią zdziwiony.
-Tak jakby.- Wzruszyła ramionami i lekko się uśmiechnęła, chcąc tym samym dodać mi otuchy.
-Wiesz co jest w tym wszystkim dziwnego? Nie czuję strachu. Nie czuję się zagrożony z jego strony.- To co mówiłem pewnie było głupie, ale nic na to nie poradzę. Nawet z tą myślą, wiedziałem, że nic mi nie grozi.- Przejdźmy się.- zaproponowałem.
-Chętnie.- Wstaliśmy i ruszyliśmy brzegiem morza.
-Kiedy mówiłam, że jesteś potworem...- Zaczęła jednak jej przerwałem.
-Daj spokój to nieważnie.- Machnąłem ręką dając tym samym znak, że to zamknięty temat.
-Dla mnie ważne. Muszę to wyjaśnić.- uparła się.- „Potwór”. Dokładnie wtedy miałam to słowo na myśli i nadal tak jest. Nie czułam twojego serca.- Chciałem coś wtrącić, ale położyła palec na moich ustach więc się zamknąłem. Ale jak to nie miałem serca?! To niedorzeczne!- Nie słyszałam jego bicia... Wtedy kiedy cię dotknęłam i poczułam to po raz pierwszy, było dokładnie to samo. Nie było nic. Totalna pustka. Tylko to nieprzyjemne uczucie, które dosłownie mnie opanowywało. Biło od ciebie zło, niebezpieczeństwo... Zauważyłam, że pojawia się to wtedy, kiedy masz „gości”.- Zrobiła cudzysłów w powietrzu. Wiedziałem, że chodzi jej o duchy.- Wiem, nawet jestem tego pewna, że masz jakieś powiązanie z Ósmym światem, ale jeszcze nie wiem jakie.- Westchnęła.
-Czyli jestem demonem?- zapytałem cicho, chociaż nie wiem czy chciałem znać odpowiedź. Nie mogę być jednym z nich!
-Nie Niall... Jesteś czymś znacznie gorszym...
_____________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na rozdział i na dodatek jest on strasznie krótki, ale ostatnio mam małe problemy i lekką depresję... Ale nie ważne, nie będę Was zanudzać moim życiem...

A teraz przejdźmy do rzeczy. WAŻNA SPRAWA PROSZĘ O PRZECZYTANIE!!
Z racji tego, że z moim samopoczuciem nie jest dobrze, co odbija się na opowiadaniu (co chyba widać) chciałam się zapytać czy nie zawiesić bloga? Nie wiem, czy chcecie abym dłużej to ciągnęła, czy podoba Wam się ta historia i czy jest w ogóle sens tego wszystkiego. Ostatnio trochę ciężej mi się pisze i zauważyłam, że całkowicie odbiegłam od mojego początkowego pomysłu. DLATEGO CHCĘ WIEDZIEĆ, CZY NADAL CHCECIE CZYTAĆ MOJE "WYPOCINY" CZY DAĆ SOBIE SPOKÓJ? Proszę o szczere opinie od WSZYSTKICH!

Także komentujcie....


Zapraszam na bloga --->  Forbidden Feeling 
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 21

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
'Oddychaj...'
Wszystko było spowite ciemnością. Pustka. Nie było niczego, co mogłoby choć trochę podnieść mnie na duchu. Jedyne co pamiętam to ojciec. Widzę go. Mówi coś, jednak nie mogę usłyszeć co takiego. Chcę krzyczeć, jednak moje usta nie wydają żadnego dźwięku. Chcę się poruszyć, uciec jak najdalej stąd, ale moje ciało odmawia mi posłuszeństwa. Czuję jakbym się unosił, jednak jednocześnie spadał w ciemną otchłań. Jest mi zimno, ale jednocześnie tak gorąco. Jestem przerażony, jednak również niewiarygodnie spokojny. Wszędzie jest ciemno, ale jednocześnie oślepiająco jasno. Nie wiem co się dzieje. Umarłem? I wtedy go zobaczyłem. Tą zakrwawioną twarz faceta. Próbuję wprawić moje nogi w ruch, lecz nadal stoją w miejscu. Wpatruje się we mnie. Przeszywa mnie beznamiętnym spojrzeniem. Szepcze coś niewiarygodnie cicho, ale wydaje mi się jakby krzyczał nadzwyczaj głośno. Nie mogę zrozumieć jego słów. Chcę się obudzić. I nagle brakuje mi tchu. Łapczywie staram się napełnić płuca drogocennym tlenem, ale nie daję rady. Upadam na ziemię, a on po prostu się na mnie patrzy. Dławię się własnymi łzami wciąż jednak walcząc o ten jeden, jedyny oddech. Nie daję rady. Leże na ziemi, wpatruję się w jego oczy, do puki całkowicie nie spowija mnie mrok.
-Uspokój się i spróbuj złapać oddech.- Usłyszałem czyjś głos. Dochodził do mnie z tak daleka. Był znajomy i jednocześnie tak obcy. Ponownie spróbowałem nabrać powietrza, jednak okazało się to bezskuteczne.- Dasz rade. Jestem tu z tobą. Powoli. Oddychaj.- Uspokajałem się. Ten głos działam na mnie niezwykle kojąco. 
-Niall obudź się! Musisz otworzyć oczy!- Ktoś energicznie szarpnął moim ciałem. Poczułem jak tępy ból rozchodzi mi się po głowie. Po chwili chyba ta sama osoba mocno uderzyła mnie w klatkę piersiową. Ponownie zobaczyłem tamtą okropną twarz. Gwałtownie otworzyłem oczy i łapczywie nabrałem powietrza. Zacząłem kaszleć, jednak w końcu mogłem oddychać. Chciałem się podnieść, jednak ktoś przycisnął mnie, tak abym leżał. Zacząłem się szarpać.- Uspokój się! Niall spokojnie!- Nie posłuchałem. Rzucałem się na wszystkie strony i w końcu udało mi się wyrwać z czyichś objęć.
-Sieroty. Wystarczy go mocniej przycisnąć i będzie po sprawie.- Nie mogłem rozróżnić głosów. Wszystko zlewało mi się w jedną całość. Byłem cholernie zagubiony. Poczułem jak ktoś mocno mnie przytrzymuje i zmusza, abym się położył. Mocno zacisnąłem powieki. Zacząłem głęboko oddychać, dzięki czemu wszystko wracało do normy. Powoli rozchyliłem powieki. Leżałem na łóżku. Nade mną stała Vicky. Trzymała mnie za ramiona i przyciskała do materaca.- Widzicie? Już jest spokojny.- Uśmiechnęła się w moją stronę. Odsunęła się i stanęła obok Harry'ego.
-Wiesz jak nas nastraszyłeś?! Cholera Niall!- Warknął z wyrzutem lokowaty.- Jeśli jeszcze raz kiedykolwiek wyprosisz mnie z domu, nie pójdę. Zostanę z tobą! Matko wiedziałem, że coś jest nie tak!- Był bardzo zirytowany.- Dzięki Bogu, że nic ci nie jest.- Odetchnął i uśmiechnął się lekko. Niepewnie podniosłem się na łokciach i usiadłem, opierając się o zagłówek łóżka. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu, w którym się znajdowaliśmy. Byłem w swoim pokoju.
-C-co się stało?- Zapytałem w końcu. Nie dałem im jednak odpowiedzieć.- On tu był. A później przyszedł ten facet. I krwawa dziewczynka. Wspominała coś o Thoamsie. A później te ręce i latające drzwi. Wywróciłem się i w coś uderzyłem.- Skrzywiłem się na to wspomnienie. Bolało.
-Niall. Jakie drzwi? Jakie ręce?- Harry zmarszczył brwi wyraźnie zdziwiony.
-No kiedy pojawiła się ta krwawa dziewczynka i kazała mi uciekać. Drzwi wyleciały z zawiasów, a na ścianie zaczęły się odbijać czyjeś dłonie. To wszystko było takie... nawet nie wiem jak to opisać!- Złapałem się za głowę i zacząłem ciągnąć za swoje włosy.
-Niall, ale wszystko jest na swoim miejscu. Kiedy tu przyszliśmy, nikogo nie było. Angel upierała się, żeby jednak wrócić, bo wydawało jej się, że coś jest nie tak. Kiedy szliśmy poczuła ogromny ból w czaszce, dlatego przybiegliśmy. Leżałeś na ziemi, a wokół ciebie była krew. Musiałeś porządnie się uderzyć.- Wyjaśnił. Ale jak to? Przecież mój ojciec... On był kiedy to wszystko się stało! To on wtedy przyszedł i prawdopodobnie mi pomógł. Poza tym jak wszystko mogło być na swoim miejscu?!
Harry chyba zorientował się o co mi chodzi, kiedy zobaczył moją minę.- Możliwe, że miałeś halucynacje.- Stwierdził.
-Halucynacje?!- Przenosiłem wzrok raz na Harry'ego raz na Vicky.- Wiem co widziałem! To nie mogło mi się wydawać!- Mówiłem zdesperowany. Moja głowa. Nie bolała, a powinna... Przejechałem dłonią po głowie. Nic. Żadnej rany, rozcięcia czy czegokolwiek.
-Harry cię uleczył. Nic ci nie będzie.- Ktoś odpowiedział na moje niezadane pytanie. Rozejrzałem się po pokoju. W rogu stała Angel. Patrzyła się na mnie smutnym wzrokiem. Do tej pory się nie odzywała. Cały czas tu była?- Gdzie on jest?- Zapytałem.
-Kto?- Wszyscy wydawali się zdziwieni. Miałem już mówić, że chodzi o mojego ojca, ale coś mnie powstrzymywało. Chciałem, ale jednak nie mogłem. To chyba nie będzie dobry pomysł aby im mówić... przynajmniej nie teraz...
-Nikt ważny...- Mruknąłem cicho. Byłem cholernie skołowany i rozkojarzony. Miliony uczuć kotłowało się we mnie. Jeśli takie wydarzenia będą się powtarzać, nie wiem czy wytrzymam. Tego jest dla mnie stanowczo za dużo.- Angel możemy porozmawiać?- Spojrzałem na nią niepewnie.
-To my zostawimy was samych.- Harry podniósł się z miejsca.- Chodź.- Pociągnął Vicky za rękę i razem opuścili pokój, tym samym zostawiając nas samych. Dziewczyna wolnym krokiem podeszła bliżej mnie i zajęła wcześniejsze miejsce lokowatego. Widziałem, że trzymała dystans.
-Dlaczego?- W końcu przerwałem tą irytującą ciszę.
-Dlaczego co?- Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc mojego pytania.
-Dlaczego wciąż je widzę? Dlaczego wciąż nawiedzają mnie, chociaż nie jestem taki jak ty?- Zapytałem cichym głosem. Nie wiem nawet czy chcę znać odpowiedź.
-Nie wiem Niall...- Pokręciła głową.
-Powinnaś wiedzieć! Przecież to ty znasz tamten świat! Należysz do niego!- Lekko uniosłem głos, chociaż nie miałem tego w zamiarze.- Uh przepraszam. .. Ale ja już nie mogę. To wszystko jest chore!- Schowałem twarz w dłoniach.
-Nie Niall... To wszystko po prostu jest prawdziwe.- Szepnęła. Przez kolejną chwilę panowała cisza, jednak Angel w końcu się odezwała.- Wydaje mi się...- Zaczęła niepewnie.- Że ty nie jesteś zwyczajny. Nie jesteś człowiekiem. Nie wiem jak, ponieważ istoty nadprzyrodzone rozpoznają jeśli ktoś jest taki jak oni... Ale ty...  Wszystko wskazuje na to, że jesteś normalny.- Podniosłem na nią wzrok.- Jednak przed twoim wypadkiem coś poczułam. Wszyscy to poczuliśmy. Dlatego właśnie przyszliśmy... A później kiedy cię dotknęłam...- Zamilkła i odwróciła wzrok.
-Mów dalej.- Nalegałem.
-Nie wiem jak to wyjaśnić. To było takie dziwne. Jakbyś to nie był ty. Przez jedną sekundę wydawało mi się, że zaraz zginę.- Przeczesała włosy palcami.
- A teraz to czujesz?- Zapytałem i wystawiłem w jej stronę rękę. Niepewnie je dotknęła. Spojrzała na mnie, a ja na nią. Przez chwile wpatrywaliśmy się w swoje oczy, kiedy nagle przytuliła mnie. Opadliśmy na łóżko. Leżała na moim torsie. Delikatnie gładziłem jej plecy.
-Przepraszam. Przepraszam za wszystko.- Szepnęła.- Tak bardzo boję się, że cię stracę.- Dodała i mocniej ścisnęła moją koszulkę. Mocniej ją do siebie przycisnąłem.
-Nie stracisz. Obiecuję ci to.- Pocałowałem czubek jej głowy.- Wspominałaś, że to Harry mnie uleczył. Jak?- Przypomniało mi się.
-Harry jest uzdrowicielem. Może cię wyleczyć poprzez dotyk. Są różne typy uzdrowicieli. Ci, którzy mogą jedynie poprawić samopoczucie lub nastrój. Ci, którzy leczą choroby psychiczne oraz ci tak jakby wyższej rangi...Tacy jak Harry. Leczą choroby psychiczne, ale również najprzeróżniejsze głębsze rany, stłuczenia i tym podobne. Rzadziej choroby cielesne jak na przykład rak, ale też to potrafią. Jednak stają się bardziej osłabieni i ich organizmy stają się mniej odporne.- Wyjaśniła.
-Ale dlaczego? Przecież jak ktoś jest uzdrowicielem to z reguły powinien uzdrawiać takie rzeczy.- Zmarszczyłem brwi. Angel podniosła głowę i oparła podbródek o moją klatkę piersiową, dzięki czemu miała na mnie lepszy widok.
-Wiem. Ale śmierć jest częścią życia. Nie można tego cofać. Każdy kiedyś umrze i nie powinno się tego przeciągać w czasie. Dlatego właśnie takich uzdrowicieli jak Harry jest bardzo mało. Są nieliczni.- Wzruszyła lekko ramionami. Okej to może i by wszystko wyjaśniało.
-Która tak właściwie jest godzina?- Zapytałem.
-Piąta rano. Może byś się jeszcze trochę przespał? Jutro jest szkoła. Będziesz zmęczony.- Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej.
-Może masz racje..- Mruknąłem cicho.- A ty? Będziesz już szła?- Spojrzałem na nią. Nie chcę ponownie zostawać sam. Jeśli miałoby się ponownie wydarzyć coś takiego jak wcześniej nie zamierzam tu zostawać.
-Spokojnie. Zostanę z tobą. Zamierzam mieć cię na oku.- Uśmiechnęła się lekko co odwzajemniłem. Położyłem się wzdłuż łóżka. Podniosłem kołdrę trochę do góry, dając tym samym znak dziewczynie, żeby położyła się obok mnie. Wsunęła się na miejsce, a ja okryłem nas pościelą. Przez kilka, może kilkanaście minut leżeliśmy i po prostu wpatrywaliśmy się w siebie.- Coś mi tu cholernie nie pasuje. Wydaje mi się jakby brakowało mi tego jednego powiązania, aby rozwiązać tą układankę... Ale nie wiem co to takiego jest.- Westchnęła zrezygnowana.
-Też bym chciał wiedzieć o co chodzi. To wszystko jest takie dziwne i nowe... Nie pasuję do tego świata. Nie mogę być niezwykły tak jak wy... Od urodzenia byłem zwykłym człowiekiem. Tak samo i maja mama. To nie może być prawdą, żebym... przez całe życie żył w kłamstwie.- Mruknąłem. Ta wiadomość nadal do mnie nie docierała, albo po prostu nie chciałem przyjąć tego do wiadomości.
-Śpij już Niall...- Szepnęła jedynie. Zamknąłem oczy, a po kilku minutach odpłynąłem w niespokojny sen...
***
Jedno serce z dwóch ciał złożone...


Jedno z nich może być odrodzone...


Kiedy oddam ostatnie tchnienie...


Ty żyć będziesz... Ja... 

Gwałtownie otworzyłem oczy. Cały byłem zalany potem. Moje serce biło nierównomiernie. To był zwykły sen. Nie wiem czym się tak przejmuję, ponieważ on nawet nie był straszny. Ale to co mi się śniło było takie... realistyczne.
-Niall?- Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos Angel.- Coś się stało?- Zapytała zaspana.
-Nie. Wszystko jest dobrze... Tylko przyśniło mi się... coś. Ale to nic. Nie przejmuj się.- Wymusiłem na ustach lekki uśmiech.
-Twoje serce bije bardzo szybko. Jesteś niespokojny. Jakby coś się działo to możesz powiedzieć.- Podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na zegarek.- Czas do szkoły.- Westchnęła. Zwlekliśmy się z łóżka. Kiedy byliśmy gotowi do wyjścia ruszyliśmy do szkoły.
***
-Musimy się wszyscy spotkać na przerwie obiadowej. Jak możesz daj znać innym.- Powiedziałem do dziewczyny.
-Nie ma sprawy.- Przytaknęła. Poszliśmy w stronę klas. Przez całą lekcję siedziałem i zastanawiałem się nad tym co się stało. Nagle ogarnął mnie chłód... O nie. Mam gościa... Podniosłem wzrok. W rogu pomieszczenia zobaczyłem krwawą dziewczynkę. Czy ona zawsze musi przychodzić do mnie w takich momentach?! Przeszywałem ją wściekłym wzrokiem.- Idź sobie! Jak masz jakąś sprawę, to przyjdź potem!- Pomyślałem. Po chwili jej już nie było. Przynajmniej posłuchała...
***
-Musicie mi pomóc odnaleźć Thomasa. Nie wiem czy żyję, czy nic mu nie jest, nie wiem nawet czy to czasem nie on przyszedł do mnie wczoraj w nocy. Ale wiem jedno. Muszę go znaleźć. A wy musicie mi w tym pomóc.- Odrzekłem, kiedy siedzieliśmy wszyscy na osobności przy jednym ze stolików.
-Ale jak chcesz to zrobić?- Zapytał Louis.
-Jeszcze nie wiem. Ale jeśli jednak nie żyje... Myślę, że wtedy pewna osoba mogłaby mi pomóc się z nim skontaktować. Ale musicie obiecać, że jakby coś wymsknęło się spod kontroli, będziecie chronić moją mamę. Ona nie może się o niczym dowiedzieć i nic ma się jej nie stać... Mogę na was liczyć?- Popatrzyłem na każdego z osobna. Angel podniosła na mnie wzrok.


-Ale prosisz o pomoc ją tylko raz. Jeśli nie będzie w stanie dowiedzieć się, co jest z Thomasem, przestajesz.- Od razu zorientowała się, że „tą osobą” jest krwawa dziewczynka.
-Ale..- Zacząłem jednak przerwał mi Zayn.
-Ona ma rację. Nie można kontaktować się z duchami Niall. Zważając na to co cię ostatnio spotkało, ty tym bardziej nie możesz się z nimi komunikować.- Powiedział stanowczo.
-Okej...- Jak na razie odpuściłem. Jednak nie wydaje mi się, żebym dotrzymał słowa. 
-No to dobra. Jak na razie mamy jakiś plan. Zobaczymy co będzie dalej...- Powiedział Harry... Właśnie. ZOBACZYMY co będzie dalej...
***
-Uh...muszę ci powiedzieć o tym śnie.- Mruknąłem do dziewczyny i poprawiłem się na jej łóżku.
-Jasne. Mów.- Usiadła wygodnie obok mnie.
-Byłaś tam ty. Ja również... Mówiłaś coś. Nie pamiętam dokładnie, ale to było coś w stylu „Jedno serce z dwóch ciał złożone...Jedno z nich może być odrodzone...Kiedy oddam ostatnie tchnienie...Ty żyć będziesz... Ja...”- Nie dokończyłem, ale zrobiła to za mnie Angel.
-Ja skończę w niebie...- Szepnęła.
-Skąd to znasz?- Spojrzałem na nią zdziwiony.
-Znikąd Niall. To nie ważne.- Wymusiła lekki uśmiech i już wiedziałem, że coś było nie tak. Już chciałem drążyć temat, ale jak to zwykle w takich momentach poczułem chłód. Odwróciłem się w stronę, z którego on dochodził. I stała tam. Stała i wpatrywała się we mnie.
-Jesteś...- Powiedziałem i podniosłem się z miejsca. Kucnąłem przed nią.- Musisz coś dla mnie zrobić... Kiedy wtedy mi pomogłaś, wspominałaś coś o Thomasie. To był on?- Zapytałem. Przez chwilę się zastanawiała, a mnie robiło się coraz chłodniej.
-Nie pamiętam... To chyba nie był on. Nie wiem.- Pokręciła swoją małą główką.- Ale musisz go znaleźć. On go potrzebuje.- Dlaczego ona nigdy nie może niczego wytłumaczyć?!
-Ale kim jest „On”?- Zadałem kolejne pytanie. Dziewczynka spojrzała nad moim ramieniem.
-Nie płacz.- Uśmiechnęła się do osoby za mną. Zmarszczyłem brwi i odwróciłem się w tamtą stronę. Angel siedziała skulona w rogu łóżka i wpatrywała się we mnie przerażona. Policzki miała mokre od łez.
-Ej nie bój się. Ona nic ci nie zrobi.- Posłałem w jej stronę pocieszający uśmiech.
-Nie boję się jej...- Szepnęła drżącym głosem.- Boję się ciebie.....
_____________________________________________________________________________
Także ten... Jak się podoba rozdział? Miałam pomysł tylko na początek, ale udało mi się wymusić takie cuś xd
Jakby ktoś nie zrozumiał to tamte gify przy tym "śnie" to to co widział Niall xd (dobra myślę, że każdy zrozumiał xd)

Zauważyłam, że doszli nowi czytelnicy! :) (co mnie bardzo, bardzo cieszy ♥) Dlatego każdy, kto przeczyta ten rozdział niech pozostawi po sobie ślad w postaci komentarza♥ Byłabym ogromnie wdzięczna :) (Wiedziałabym czy moja praca nie idzie na marne)

Także no.. komentujcie! :)

Zapraszam na bloga --->  Forbidden Feeling 
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo

Zachęcam do pytania bohaterów ;) (zaczyna im się nudzić xd)

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 20

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
'Zło...'
-Witaj Niall... Tęskniłeś?- Zapytał i uśmiechnął się lekko. Stałem skamieniały i wpatrywałem się w niego uważnie. Nie, nie nie! Cholera! To nie może być on! To nie jest mój ojciec! Nie może...- Wiem, że pewnie jesteś zaskoczony moją nagłą wizytą...- Zaczął jednak mu przerwałem.
-Co ty tu robisz?- Zapytałem ostrzej niż zamierzałem. Ale w tej chwili mnie to nie obchodziło.
-Błąd.- Powiedział, a jego kąciki ust podniosły się wyżej.- Złe pytanie Niall. A na złe pytania są złe odpowiedzi.- Podszedł do mnie o krok, przez co instynktownie cofnąłem się w tył.
-Jakim kur*a pieprzonym prawem wszedłeś do mojego domu?- Syknąłem wściekły.- Jak śmiesz po tylu latach nieobecności pokazywać się tutaj?!- Wykrzyknąłem. To nie mogło się dziać naprawdę. To jest jakiś chory sen... Całe moje życie to jeden, wielki pieprzony koszmar... A nie. Dopiero wszystko zaczęło się walić, od kiedy przeprowadziłem się do tego zakichanego Londynu!- Albo mi powiesz co cię tu sprowadza, albo wynocha stąd!- Wskazałem palem na drzwi.
-Zauważyłem, że byłeś głodny. Dokończ sobie jedzenie.- Zignorował moje polecenie. Usiadł na stołku barowym, oparł głowę na dłoni i przypatrywał mi się uważnie. Zacisnąłem ręce w pięści, odliczyłem od pięciu w dół i powoli wypuściłem urywany oddech. Odwróciłem się do niego tyłem i wziąłem jedzenie, które wcześniej zamierzałem zjeść, ale niedorzecznie mi przerwano. Usiadłem po drugiej stronie wysepki kuchennej na wprost niego.
-Jak tam twoja mama?- Zapytał, a jego głos momentalnie stał się delikatniejszy. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na niego zdziwiony.
-Co cię to do cholery obchodzi?- Warknąłem cicho.
-A czego miało by mnie to nie obchodzić?- On również zmarszczył brwi.- Boże, jesteście moją rodziną. To chyba normalne, że was kocham i chcę wiedzieć co u was?- Zapytał, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie... Coś we mnie pękło. Z wielką siłą odepchnąłem od siebie talerz z jedzeniem, przez co z hukiem spadł na podłogę i rozsypał się w drobny mak. Gwałtownie wstałem z krzesła i uderzyłem pięściami o blat stołu... Mój ojciec nie drgnął.
-Jak śmiesz?- Syknąłem na skraju wytrzymałości.- Jak kur*a śmiesz mówić, że nas kochasz?! Że kochasz mamę?! Tym bardziej, że kochasz mnie?! Opuściłeś ją do cholery! Odszedłeś od nas! Przez całe życie nie miałem ojca! Nigdy nie raczyłeś mi się chociażby pokazać! Nigdy nie wysłałeś jednej pieprzonej kartki na moje urodziny... Nigdy nie miałem w domu wzoru do naśladowania... A wiesz dlaczego? Bo ciebie kur*a nie było!- Krzyczałem. Z nienawiścią patrzyłem w jego oczy. Nawet nie mrugnął. Wpatrywał się we mnie spokojnym wzrokiem. Przez chwilę wymienialiśmy się spojrzeniami. Między nami panowała cisza, którą on postanowił przerwać.
-Przepraszam Niall.- Powiedział cichym głosem.- Wiem, że mnie nienawidzisz, ale nie mogę odpowiadać za wszystko co się dzieje w twoim życiu. Tak powinienem być przy was. Powinienem się wami opiekować... Ale zrozum. Życie to nie jest bajka. Wiem, że jesteś jeszcze młody i pewnie tego teraz nie zrozumiesz... Ale odszedłem dla ciebie...Marie i ja...- Przerwał mu dzwonek do drzwi. Moja irytacja wzrosła.
-Wynocha stąd! Nie ma mnie w domu!- Wrzasnąłem głośno, tak aby nieznajomy gość odszedł.
-To chyba twoja przyjaciółka.- Powiedział spokojnie ojciec. Wskazał palcem na drzwi wejściowe. Westchnęłam cicho.
-Zaraz wracam.- Mruknąłem cicho i poszedłem otworzyć. Miał racje. To była Angel.- Co ty tu robisz?- Zmarszczyłem brwi.
-J-ja...- Zaczęła jednak przerwała. Wpatrywała się we mnie, kiedy nagle mocno się do mnie przytuliła. Przez chwilę stałem zdziwiony, jednak później objąłem ją ramionami.
-Hej co się dzieje?- Zapytałem cicho.
-Przepraszam.- Szepnęła i schowała twarz w zagłębieniu mojej szyi.
-Ej. Nic się nie dzieje.-  Delikatnie gładziłem jej plecy. Co jej się stało?
-Dlatego właśnie to robiłam.- Ścisnęła moją koszulkę w dłoniach.
-Co robiłaś?- Zapytałem ze zdziwieniem w głosie.
-Odpychałam cię od siebie. Wiedziałam, że jak będziesz przebywał w moim towarzystwie to zniszczę ci życie... Naprawdę nie chciałam.- Pokręciła głową.
-To nie twoja wina. To ja byłem taki uparty i nie dawałem za wygraną.- Zapewniłem. Odsunęła się ode mnie i zmarszczyła brwi.
-Niall... kto jest u ciebie w domu?- Zapytała cichym głosem.- O nie...- Jęknęła i szybko wbiegła do środka. Wszedłem za nią i od razu podążyłem do kuchni.  Mojego ojca już tam nie było. Na środku pomieszczenia stała Angel.
-O co chodzi?- Co się dzisiaj do cholery dzieje?
-Niall...- Zaczęła, jednak przerwał jej dźwięk otwieranych drzwi. Weszli tutaj Harry, Zayn, Louis i Vicky. Czy nie można mieć ani chwili spokoju?!
-Co to za jakieś zbiorowisko?- Zapytałem oburzony.
-Też to czuliście?- Zapytała Angel. Zmarszczyłem brwi.
-No. To dochodziło stąd, albo z okolicy.- Odpowiedział Zayn.
-Dobra dość!- Powiedziałem poważnie, a wszyscy przenieśli na mnie wzrok.- Jestem dziś w kompletnej rozsypce. Dlatego jeszcze uprzejmie proszę wszystkich o łaskawe opuszczenie mojego domu.- Wskazałem w kierunku drzwi. Wszyscy popatrzyli po sobie zdziwieni, po czym niechętnie wyszli.
-Niall...- Usłyszałem cichy głos Angel.
-Posłuchaj. Przynajmniej jeden dzień łącznie z tą nocą chciałbym spędzić bez tych całych problemów. Chciałbym się odciąć na chwilę od tego „świata nadprzyrodzonego”. To jest dla mnie cholernie trudne. Nawiedza mnie duch zmarłej dziewczynki. Nie rozumiem tego! Ja nie jestem taki jak wy. Do tej pory nawet nie myślałem, że duchy istnieją! Tego jest dla mnie stanowczo za dużo.- Byłem totalnie zrezygnowany. To wszystko było zbyt przytłaczające. Nie poradzę sobie!
-Niall...- Zaczęła i delikatnie dotknęła mojego ramienia. Zacisnęła powieki i gwałtownie zabrała dłoń. Spojrzała na mnie zdziwiona.- J-ja...- Zająknęła się.- Muszę już iść.- Szepnęła prawie niesłyszalnie i pośpiesznie wybiegła z domu. Przez chwilę stałem w miejscu, jednak opamiętałem się i wolnym krokiem poszedłem do swojego pokoju. Popatrzyłem w stronę łazienki. Właśnie. Wanna. Niepewnie wszedłem do środka i podszedłem do wanny. Wody już w niej nie było. Kur*a. Zaczynam porządnie świrować. Stanąłem przed umywalką i ochlapałem twarz zimną wodą. Oparłem dłonie o krańce zlewu i pustym wzrokiem wpatrywałem się w lustrzane odbicie przede mną.
-Niall...- Usłyszałem znajomy, dziecięcy głos.
-Nie tylko nie ty... Idź sobie!- Warknąłem. Nieprzyjemny chłód owiał moje ciało. Od razu pojawiła mi się gęsia skórka.
-Nie powinieneś był ich wypraszać... Teraz zostałeś sam...- Szepnęła i rozpłynęła się w powietrzu. Oparłem się plecami o ścianę i bezsilnie zjechałem po niej w dół. Źle się czuję przez to, że tak ich potraktowałem, ale ja już nie mam siły na to wszystko.
Po kilku minutach lub godzinach, nie wiem, w końcu postanowiłem wstać i zrzucając z siebie po drodze ubrania, powędrowałem do łóżka. Zacisnąłem powieki i próbowałem zasnąć. W końcu, po wielu próbach mi się to udało, dzięki czemu zapadłem w niespokojny sen.
***
Obudziły mnie czyjeś kroki na schodach. Pewnie mama wróciła... Podniosłem najpierw jedną potem drugą powiekę. Coś mi tu nie pasowało. Było cholernie ciemno. Czyli to jeszcze nie ranek? Mama poszła na nocną zmianę co oznacza, że miała wrócić dopiero nad ranem... Czyli to nie jest moja mama... Sprawdziłem godzinę. Trzecia w nocy. Ponownie rozległ się odgłos kroków. Może ojciec wrócił? Ale co by robił o tej porze w moim domu?! Niepewnie wyszedłem z łóżka. Wszędzie były zgaszone światła, dlatego przemieszczałem się po omacku. Po cichu wyszedłem z pokoju. Ruszyłem w stronę schodów. Z horrorów wiedziałem jedno... Pod żadnym pozorem nie wolno drzeć się z pytaniem, kto łazi nam po domu... Kiedy doszedłem do schodów, wolno zacząłem po nich schodzić. Ruszyłem w stronę salonu, jednak zatrzymałem się, kiedy usłyszałem za sobą szelest. Odwróciłem się, jednak nikogo tam nie było. 
-Świruję.- Szepnąłem z ulgą sam do siebie. Jednak ta ulga nie trwała zbyt długo. Poczułem za sobą okropny chłód. Ale to nie było to samo co zawsze towarzyszyło pojawieniu się tej krwawej dziewczynki. To było coś znacznie gorszego. I nie chodziło mi już o samo zimno, które przeszywało moją skórę jak tysiące malutkich igiełek... Od tego...czegoś, wyczuwalne było samo zło. Czułem się, jakbym miał zaraz umrzeć. I możliwe, że to się stanie... Nerwowo przełknąłem ślinę. Nie odwracając się, zacząłem pędzić na górę do swojego pokoju. Wpadłem jak burza do łazienki i zamknąłem drzwi na klucz. Opadłem o nie głowę i oddychałem głęboko. Ponownie po domu rozległy się kroki. Kur*a. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Mój wzrok zatrzymał się na lustrze. Wpatrując się w swoje odbicie, wolno podszedłem do niego. Nagle w rogu łazienki pojawiło się odbicie jakiegoś gościa. Był wysoki, ubrany cały na czarno, a jego twarz... Cała była zmasakrowana, pokryta krwią. Jego oczy były całkowicie czarne. Gwałtownie się odwróciłem, ale go już tam nie było. Ponownie przeniosłem wzrok na lustro. Stał bliżej mnie. Nie myśląc długo, od kluczyłem drzwi i wybiegłem z pomieszczenia. Chciałem uciec z pokoju, ale z wielką siłą drzwi się zatrzasnęły. Cholera! W rogu pokoju stał ten facet i wpatrywał się we mnie pustym wzrokiem.
-Czego chcesz?!- Warknąłem. Dlaczego byłem taki głupi i wygoniłem wszystkich z domu?! W pokoju roznosiło się niewyobrażalne zimno. On jedynie przechylił głowę lekko w bok, po czym odezwał się cichym głosem.
-Ciebie...- Zaczął się do mnie zbliżać. Jego nogi nie dotykały ziemi. W mojej głowie od razu zapaliła się czerwona lampka. Rzuciłem się do drzwi i zacząłem szarpać za klamkę. Po chwili ustąpiły. Ruszyłem biegiem na dół. Złapałem po drodze komórkę, która leżała na komodzie. W wejściu zjawiła się ta zjawa. Wybiegłem przez drugie wejście. Znalazłem się w kuchni. Wziąłem do ręki nuż. Gościu cały czas za mną podążał. 
-Odejdź ode mnie! Zostaw mnie w spokoju!- Krzyknąłem. Byłem przerażony, jednak nie chciałem tego okazywać. On tak jakby nie zwracał na mnie uwagi. Zbliżał się do mnie powoli, dlatego rzuciłem w niego trzymanym w rękach nożem. Wbił mu się w pierś. Podniósł na mnie wzrok po czym uśmiechnął się złowrogo. Złapał za rączkę i jednym ruchem wyciągnął z siebie ostrze. Brawo dla mnie. Chciałem zabić nieżywego. Szybko wybrałem numer Angel i przerażony przycisnąłem komórkę do ucha. Wyłączyła się. A przecież bateria była cała naładowana! Nagle przede mną pojawiła się krwawa dziewczynka.
-Thomas.- Szepnęła i spojrzała na mnie.
-Co?- Zapytałem.
-Nie zbliżaj się do niego.- Wystawiła przed siebie ręce, odgradzając mnie tym samym od tamtej zjawy.- Niall uciekaj!- Pisnęła. Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wybiegłem z kuchni. Wszystko działo się bardzo szybko. Drzwi zaczęły trzaskać, jedne wyleciały z zawiasów, po ścianie zaczęły spływać stróżki krwi i pojawiały się odciski rąk.


Potknąłem się i wywróciłem, uderzając tym samym o kant stołu. Przeklęty ból rozniósł mi się po głowie, obraz zaczął mi się zamazywać. Ostatnie co pamiętam to przeraźliwe krzyki... i mój ojciec podnoszący mnie z ziemi....
_____________________________________________________________________________
Przybywam z rozdziałem! :) Tak wiem nie miałam więcej pisać "horrorów", ale i tak sądzę, że to nawet nie było straszne xd ...Miałam napisać to trochę inaczej... tak "przejrzyściej", ale jakoś mi nie wyszło... w mojej głowie wyglądało to lepiej xd
Kurdę....trochę krótki ten rozdział, za co najmocniej Was przepraszam!

No, ale jak Wam się podoba rozdział? :) Ujdzie czy raczej nie? ;//
Komentujcie! To dodaje motywacji i więcej chęci ♥

Zapraszam na bloga --->  Forbidden Feeling 
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo

Zachęcam do pytania bohaterów ;) (zaczyna im się nudzić xd)