środa, 25 marca 2015

Rozdział 25

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
(proszę o przeczytanie NOTKI pod rozdziałem)
_________________________________________________________________________________
'Rozmowa'
-Że kim jestem?!- zapytałem i spojrzałem na nich zdziwionym wzrokiem. Napięcie było bardzo wyczuwalne między osobami, które są tu zgromadzone. Angel zignorowała moje pytanie i ruszyła przed siebie w stronę Gabriela... To znaczy mojego ojca.
-Nie masz prawa tu przebywać. Była umowa. Do tej pory trwał pokój. Nie możesz tego wszystkiego zerwać- syknęła wściekła.
-Przykro mi. Mogę wszystko. Jak na razie nie zrobiłem niczego złego.- Uśmiechnął się kpiąco. Krew się we mnie zagotowała i zacisnąłem dłonie w pięści, aby przypadkiem czegoś nie zrobić. Tak strasznie go nienawidziłem. Nigdy nie uznam go za moją rodzinę. On do niej nie należał, nie należy i nie będzie należeć.
-Zerwałeś umowę. Nie pozwolę aby komukolwiek coś się stało. Nie pozwolę abyś ponownie splamił krwią tą ziemię- powiedziała poważnym głosem. On przekręcił głowę lekko w bok po czym zaczął się śmiać. Złapał za jej nadgarstki, a jego oczy pociemniały.
-A może sprawię, że to będziesz ty? Może to właśnie twoja najczystsza krew będzie tą pierwszą?- zapytał cicho. Dziewczyna zacisnęła powieki, po czym blada opadła na kolana. Co on jej do cholery robi?! Nie wytrzymałem. Zacząłem iść w ich kierunku.
-Nie dotykaj jej kur*a!- wrzasnąłem na cały głos. Usłyszałem ciche jęki. Rozejrzałem się dookoła. Wszyscy leżeli na ziemi i masowali głowy. Wszyscy oprócz ojca. Wpatrywał się we mnie zdziwiony. Co ja właśnie zrobiłem?
-Jesteś o wiele silniejszy niż sądziłem. Thomas miał racje. Jesteś niezwykły- powiedział bardziej do siebie, po czym powoli puścił ręce Angel.- Może i ty dasz radę?- Podszedł w moją stronę i stanął naprzeciw mnie.
-Nie będę niczego dla ciebie robił. Nie ma mowy. Nie jestem taki jak ty. Nigdy nie będę- warknąłem. Z wszystkich stron zaczęła nas otaczać jego armia. Ale nie czułem chłodu tak jak zazwyczaj.
-Musisz się z tym pogodzić. Niczym nie różnisz się od nich... ode mnie. Chcąc nie chcąc jesteś stworzoną maszyną do zabijania- powiedział spokojnym tonem. Uśmiechnąłem się lekko po czym złapałem go za koszulkę.
-To w takim razie może ty będziesz pierwszym, którego zabiję?- Przeszywałem go chłodnym wzrokiem, jednak on nic sobie z tego nie robił.
-Może ty również dałbyś radę- Przechylił głowę lekko w bok. Zmarszczyłem brwi. O czym on mówi?
-Nie. Nie wplączesz go w to. To nie jest jego sprawa- wychrypiała cicho Angel. Popatrzyłem się w jej stronę, po czym podbiegłem i pomogłem wstać. Objąłem ją ramionami, aby ponownie nie upadła. Była osłabiona i cała blada.
-Coś ty jej do cholery zrobił?!- zapytałem ostro. Jeśli ją jakkolwiek skrzywdzi, zabiję go.
-Nic Niall. Spokojnie. Ona jest bardziej wrażliwa na istoty z ósmego świata niż większość z nich.- Machnął ręką wskazując wszystkich wokoło.- A co do ciebie Angel... Wiesz czego chcę. Jeśli to dostanę, obiecuję, że będzie spokój- powiedział.
-Ona nic nie będzie dla ciebie robić!- Wtrącił się Zayn. Podbiegł do nas i objął siostrę ramieniem.
-No i mamy w komplecie słynne rodzeństwo!- Mój ojciec klasnął w ręce, po czym się uśmiechnął.- Zawsze chciałem cię poznać Zayn. Znałem już Angel, ale ciebie nie. Dziwne, bo przecież wy odkąd pamiętam byliście nierozłączni.- Zmrużyłem oczy i uważnie mu się przypatrywałem. Wszyscy się go bali. Oprócz mnie. Pod żadnym względem nie czułem strachu. Może dlatego, że był moim ojcem?- Brakuje jeszcze tylko Louisa, a będzie i cała znana trójka.- Moje rozmyślenia ponownie przerwał jego głos. Już po chwili stał obok nas, ani na moment nie spuszczając czujnego wzroku z Gabriela.- Zawsze się zastanawiałem co w was jest takiego wyjątkowego... Ale Meredith miała rację.- Przechylił głowę lekko w bok. Angel od razu poderwała się na równe nogi, ale byłe zbyt słaba, aby wyrwać się z mojego uścisku.
-O czym ty mówisz?! Co o niej wiesz?!- krzyknęła zrozpaczona. Przytuliłem ją mocniej, aby dodać jej trochę otuchy.- Gdzie jest do cholery moja mama?!- Zayn również ją objął. Sam był cały zdenerwowany, jednak starał się zachować spokój.
-Dlaczego sądzisz, że to ja jej coś zrobiłem?- Uniósł pytająco brew.
-Ponieważ ty zawsze masz coś wspólnego z takimi rzeczami- warknął Louis. Po okolicy rozniósł się śmiech Gabriela.
-Tak w sumie masz rację. Może i z tą sprawą również mam coś wspólnego.- Wzruszył ramionami.
-Co zrobiłeś? Nie proszę cię o nic więcej, tylko powiedz co z nią jest- powiedziała cicho Angel.
-Wiesz czego chcę.- Mój ojciec od razu spoważniał.
-A jeśli się nie zgodzę?- zapytała dziewczyna.
-Oj uwierz mi... Nie chcesz wiedzieć...- Pokręcił głową.
-A może jednak chcę. Wiesz, że robiąc krzywdę mi nie zdobędziesz tego czego oczekujesz?- spytała. W sumie miała rację. Ona mogła mieć to co chce mój ojciec, ale jeśli jej coś zrobi to tego nie dostanie.
-A skąd pomysł, że ja chciałbym ci coś zrobić?- zapytał zdziwionym głosem.- Jest ktoś na kim ci bardzo zależy... Ale ty jeszcze o tym nie wiesz... Poza tym jeśli zależy ci na nich wszystkich to radzę ci współpracować. Albo będzie trzeba zaangażować w to Niall'a.- Przeniósł na mnie poważny wzrok. Angel cała się spięła. Niech się nie przejmuje... Oby tylko mu nie uległa...
***
-Dlaczego do cholery się zgodziłaś?!- krzyknąłem na cały dom.
-A co miałam zrobić Niall?! Nie było innego wyjścia!- fuknęła i przeczesała włosy ręką. Siedzieliśmy wszyscy w salonie. Oni omawiali jakieś sprawy, ale ja nie za bardzo wiedziałem o co chodzi. W sumie nic nowego.
-Nie wiem! Przecież mówił, że jak coś to ja to zrobię! Mogę to zrobić, a ty nie będziesz się narażać- stwierdziłem.
-Ale wtedy ty będziesz narażony. Niall myślisz, że byłabym taka głupia i pozwoliła wszystkim wokoło cierpieć, abym była bezpieczna?! Zrobiłam to co było słuszne. Jeśli zdobędę Ethrę* będę mogła coś zrobić- powiedziała już spokojniej.
-Ale tobie również może się coś stać!- mówiłem dalej.- Ty musisz żyć! Jeśli ty zginiesz to odbije się to na wszystkich. Jeśli mi by się coś stało to niewiele osób odczułoby tą stratę.- Wzruszyłem ramionami.
-Nie! Nie ma mowy Niall! Nie zmienię zdania!- warknęła wściekła.
-Dlaczego?! Co ci szkodzi?!- Oparłem się rękami o blat stołu, przy którym siedziała.
-Bo mi do cholery na tobie zależy, okej?!- Krzyknęła i gwałtownie wstała z miejsca. W pomieszczeniu zapanowała cisza, którą wszyscy obawiali się przerwać.- I nie pozwolę, żeby cokolwiek skrzywdziło ciebie lub kogokolwiek innego. To moja sprawa dobra? Nie zmienisz tego. Już postanowiłam- dodała ciszej. Zamurowało mnie. Jej na mnie zależy. Pewnie nie powinienem się tak ekscytować, bo przypuszczam, że nie chodziło jej o to, że zależy jej na mnie tak jak mi na niej, ale i tak poczułem przyjemne ciepło rozchodzące się po całym moim ciele. Pewnie zależy jej na mnie tak samo jak na innych, jednak i tak cieszyłem się jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.
-Przepraszam.- Spuściłem głowę w dół. Może i trochę przesadziłem, ale boję się o nią. Z tego co wiem ta moc czerpie energię z tego kto nią dysponuje. Jest niebezpieczna,a tak strasznie nie chcę, żeby Angel stała się krzywda.- Co z tą wojną? Mówiliście, że będzie, ale z tego co zauważyłem tylko wymieniliście kilka zdań.- Powiedziałem po krótkiej chwili ciszy i przeleciałem wzrokiem po wszystkich zebranych.
-A ty co myślałeś? Że pobiegniemy tam i zaczniemy się bić i mordować, tak jak to jest na zwykłych wojnach?- prychnął Harry.- Wojna dopiero się zaczyna. Największy koszmar będzie w noc krwawego księżyca- wyjaśnił.
-W noc krwawego księżyca?- Zmarszczyłem brwi i usiadłem na krześle.
-Pamiętasz co opowiadałam ci o przepowiedni?- zapytała Angel, a ja pokiwałem głową.- „Kiedy czerwony księżyc na niebie zaświeci, osiem światów stanie w jednej linii.”  Właśnie do nocy krwawego księżyca muszę zdobyć Ethre- powiedziała.
-A co potem?- zapytałem.
-Potem zacznie się prawdziwe piekło- mruknął Louis. Zapadła cisza. Każdy zajęty był swoimi myślami.
-Okej. A teraz niech ktoś mi wyjaśni kim ja jestem- zażądałem.
-Jesteś Nefilim'em- powiedziała Angel. Kiedy zobaczyła moją zdziwioną minę, tłumaczyła dalej.-Nefilim jest istotą stworzoną z Anioła i człowieka. Kontrolują Mroczny Świat i znajdujące się tam demony... Masz Anielską krew Niall. Jesteś jednym z najsilniejszych stworzeń. Znajdujesz się w ogromnym niebezpieczeństwie. Prawdopodobnie ostatni Nefilim istniejący w obrębie ośmiu światów... to właśnie ty- powiedziała poważnym głosem.
-To dlatego widzę duchy i inne zjawy?- W sumie to by miało sens.
-Tak. Raczej tak. Jesteś synem Gabriela. Zostałeś następcą Anioła Śmierci. Jesteś o wiele potężniejszy niż możesz to sobie wyobrazić.- Przeczesała włosy palcami i przyglądała mi się uważnie.
-Nie rozumiem dlaczego nigdy o tym nie wiedziałem?- zapytałem cicho. Byłem cholernie sfrustrowany tym, że moja mama ukrywała przede mną całą prawdę!
-O tym powinieneś porozmawiać z własną mamą.- Złapała moją dłoń i ścisnęła lekko, chcąc tym samym dodać mi otuchy.
-Chyba masz rację- westchnąłem zrezygnowany. Przypuszczam, że to będzie trudna rozmowa...
***
Zamknąłem drzwi i ruszyłem w stronę salonu. Kiedy wszedłem do pomieszczenia mama od razu zerwała się z miejsca. Podeszła do mnie szybkim krokiem i przytuliła mnie.
-Jesteś nareszcie. Martwiłam się- powiedziała przejętym głosem. Odsunąłem się od niej i wskazałem kanapę, dając jej tym samym znak, żeby usiadła. Tak też zrobiła, a ja zająłem miejsce obok niej. Przez chwilę panował między nami cisza.- Niall...- zaczęła, jednak jej przerwałem.
-Wiem już wszystko. Wiem kim jest mój ojciec i kim jestem ja. O stworzeniach nadprzyrodzonych wiedziałem już od dłuższego czasu- przyznałem cicho.
-O matko...- jęknęła i zakryła twarz dłońmi.
- Ale nadal nie mogę zrozumieć, dlaczego przez całe życie ukrywałaś przede mną prawdę?!- zmarszczyłem brwi i spojrzałem na nią zdenerwowanym wzrokiem.- Żyłem w ciągłym kłamstwie. Myślałaś, że prawda nigdy nie ujrzy światła dziennego? Że niczego się nie dowiem?!- zapytałem już ostrzejszym tonem. Mama spuściła wzrok, a mi momentalnie zrobiło się głupio, że tak na nią naskoczyłem, ale w sumie niech się postawi w mojej sytuacji! Okłamywała mnie przez dosłownie całe moje życie!
-Niall zrozum musiałam- szepnęła.
-Musiałaś? A co było takiego ważnego?- prychnąłem.
-Związki między Aniołami, a ludźmi są zakazane. A jeszcze jak pojawia się dziecko...- przerwała na chwilę, po czym ponownie się odezwała.- Większość osób uważało, że Nefilim stanowi zagrożenie. Kazano je zabijać. Niall nie mogłam cię stracić! Jeśli ktokolwiek dowiedziałby się, że nie jesteś człowiekiem tylko...- Wzięła głęboki oddech.- Musiałam zrobić wszystko, abyś był bezpieczny. Dlatego wraz z Gabrielem postanowiliśmy, że ja wraz z tobą przeprowadzimy się, a on zniknie z naszego życia. Nie mówiłam ci o niczym, bo wiedziałam, że jeśli to zrobię to mogą cię odnaleźć. Jeśli tak by się stało... Straciłabym wszystko. Cały mój świat. Ja po prostu chciałam zapewnić ci normalne życie, bez ciągłego strachu.- Zobaczyłem, że po jej policzkach płyną łzy. Od razu zamknąłem ją w uścisku.
-Nie mam ci tego za złe...- szepnąłem.
-Kocham cię synku- zaszlochała i bardziej wtuliła się w moje ciało.
-Też cię kocham mamo...
_________________________________________________________________________________
Rozdział NIE sprawdzany, ale już nie mam siły. Jestem załamana, a moje życie się skończyło... Pewnie wiele z Was już wie, że Zayn odszedł z zespołu... 25.03.2015 - oto jedna z najgorszych dat w moim życiu. Ja umarłam. Psychicznie nie wytrzymałam i umarłam. W środku już nie istnieję...
A najgorsze jest to, że oni obiecali „Będziemy istnieć tak długo, jak długo nasi fani będą tego chcieli” - Uwierzyłam w to. Uwierzyłam w tak piękne kłamstwo. Wszystko się rujnuje, nienawidzę życia! Dosłownie NIENAWIDZĘ!
Jednak rozumiem Go i mimo, że tak cholernie mnie zranił... wybaczam mu... Jednak wiem, że już nie będzie tak samo. Oni jako PIĄTKA podtrzymywali mnie przy życiu... A teraz jedna podpora się zawaliła... Już nie ma mojego szczęścia w życiu...



Ale ja mam jeszcze inne problemy. A dochodzi do tego to, że coraz bardziej tracę wenę na to opowiadanie. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad zawieszeniem. Tracę tą chęć do ciągnięcia tej historii.... JESZCZE NIC NIE JEST PEWNE, ALE MOŻECIE PRZYGOTOWAĆ SIĘ NA NAJGORSZE...

Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzicie... Jeszcze do puki daję radę będę to ciągnąć... Ale... eh...

Poza tym dziękuję za powyżej 14 tyś. wyświetleń... Kocham Was... :'(

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 24

LUDZIE! TEN ROZDZIAŁ USUNĄŁ MI SIĘ NIE WIEM JAK! ;_; DLATEGO DODAJĘ GO PONOWNIE! Przepraszam za kłopoty :(

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
(proszę o przeczytanie NOTKI pod rozdziałem)
_________________________________________________________________________________

Nie zatrzymałem jej, choć mogłem. Nie zrobiłem tego. Pozwoliłem jej odejść. Zgodziłem się na to, aby osoba, na której tak cholernie mi zależało... odeszła. Nienawidziłem siebie za to. Zniszczyłem wszystko. Całkowicie ją straciłem... I wtedy to do mnie dotarło. 
Ona mi zaufała. Ja jej przyrzekłem. Złamałem obietnicę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że dziewczyna, która na początku była intrygująca, skrywająca całą masę tajemnic stanie się osobą, która będzie znaczyć dla mnie znacznie więcej. A wiele osób mi powtarzało „Nie obiecuj czegoś, czego nie będziesz  w stanie spełnić”. Wtedy chyba tego nie rozumiałem. Ale teraz rozumiem. Całkowicie zrozumiałem. Ale widocznie zbyt późno. 
-Kur*a!- warknąłem. Przeczesałem ręką włosy, ciągnąc je przy końcówkach. Wszystko schrzaniłem! Zniszczyłem to na co długo pracowałem, a mianowicie – jej zaufanie. Gorzej już chyba nie mogło być.
-Owszem. Może być jeszcze gorzej tylko ty o tym nie wiesz. Poczekaj jeszcze trochę, a może się przekonasz.- Usłyszałem znajomy głos. Zacząłem rozglądać się dookoła, jednak nikogo nie było.- Nie kręć się tak, bo ci się szyja skręci. Potrzebujemy cię żywego. Chociaż nie. To oni cię potrzebują. Ja sam chciałbym ci skopać dupę.- Znam ten głos!- Pamiętaj, że nadal cię nienawidzę. Jesteś dupkiem.- Tylko jedna osoba ma taki charakter...  Nie to nie możliwe...
-Thomas?- zapytałem cicho. On przecież... 
-Myśleliście, że nie żyję? Tak może i mieliście rację. Umarłem wtedy tysiąc razy- powiedział jednak nadal nie wiedziałem gdzie jest. Słyszałem tylko jego głos, który echem odbijał się w mojej głowie.- Jestem tutaj...- Usłyszałem szept tuż za sobą, dlatego gwałtownie się odwróciłem. Nic. Pustka. Nie było go.
-W co ty pogrywasz?- Zmarszczyłem brwi skonsternowany. Nie odpowiedział. Widocznie już go tu ze mną nie „było”. Czyli jednak żyje... no tak jakby. Nie wiem o co mu chodziło, ale plusem jest to, że chyba nic mu nie jest. Przynajmniej mam taką nadzieję. Westchnąłem cicho i wolnym krokiem zacząłem kierować się w stronę miasta. Muszę coś zrobić. Muszę przynajmniej z nią porozmawiać. Musi mnie wysłuchać. Jeśli potem nie będzie chciała mnie znać... dobrze. Odejdę. Ale jak na razie chcę wiedzieć dlaczego tak zareagowała.
Przyspieszyłem. Po chwili chód przerodził się w bieg i byłem już w drodze do domu Angel. Oby tylko tam była...
***
-Angel proszę otwórz!- powiedziałem, kiedy nadal nikt nie otwierał. Cholera! Nagle klamka się przekręciła, a po chwili się uchyliły.
-Niall?- zapytał zdziwiony Louis. Nie pytając wszedłem do środka.
-Jest Angel?- Odwróciłem się w jego stronę i wyczekująco patrzyłem jak zamyka drzwi.
-Nie, nie ma jej. Wyszła i myślałem, że jest z tobą.- Zmarszczył brwi.
-Bo była...- przyznałem i podrapałem się w tył głowy.
-Jak już jesteś to chodź do salonu.- Wskazał ręką korytarz, dlatego skierowałem się w wybrane miejsce. Kiedy już tam byliśmy, zatrzymałem się i zamknąłem na chwilę oczy.- Coś się stało?- zapytał chłopak.
-Pocałowałem ją- powiedziałem w końcu i popatrzyłem na niego. Stał z szeroko otwartymi oczami.
-Zaraz, zaraz.. Co zrobiłeś?- zapytał naprawdę zdziwiony.
-Pocałowałem ją- powtórzyłem i spuściłem wzrok. Czułem się jak dziecko, które zniszczyło ulubiony wazon mamy... Ale teraz było zdecydowanie gorzej!
-Tak wiem słyszałem. Ale do cholery dlaczego?- zapytał i szybkim ruchem przeczesał ręką włosy.
-Nie wiem! To był impuls... No po prostu stało się! Co w tym złego?- Ja tego nie rozumiem. Okej. Pocałowałem ją mimo tego, że obiecywałem, że się w niej nie zakocham. Nic już na to nie poradzę. Tylko dlaczego to takie dla nich straszne?
-Słuchaj... To ona ci powinna o tym mówić. Nie ja. Angel to ANIOŁ...- dał nacisk na to słowo.- A nawet jest kimś więcej. To jest strasznie skomplikowane i to ona powinna to wyjaśnić.- Westchnął cicho.
-Wiesz może gdzie ona jest?- zapytałem w końcu.
-Nie wiem. Mogę do niej zadzwonić, ale nie wiem czy to coś pomoże.- Wyciągnął z kieszeni komórkę i wybrał numer dziewczyny. Stał z telefonem przyciśniętym do ucha. Po krótkim czasie rozłączył się i pokręcił głową.
-Nie odbiera.- Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem. 
-Nic się nie dzieje. Musze już iść- powiedziałem i szybko wyszedłem z mieszkania. Tylko gdzie mam iść? Nie wiem gdzie ona się znajduje. Może być wszędzie! Zacznę od miejsc, w których przebywa najczęściej. Najpierw las. Oby tam była...
***
Chodziłem już dobrą godzinę, jednak nie poddawałem się. Co chwilę dzwoniłem na jej telefon, ale nie odbierała. Dzwoniłem również do Zayna i Harry'ego, lecz oni również nie wiedzą, gdzie ona jest. Co gorsza Zayn mówił, że coś jest z nią nie tak. Nie czuje jej tak jak zwykle. Tak jakby nie było jej tutaj. I to mnie chyba najbardziej przerażało. Już nie szukałem jej tylko dlatego, aby z nią porozmawiać. Szukam ją, bo coś jej się stało.
Ponownie wybrałem jej numer i zniecierpliwiony czekałem aż odbierze. Przechodziłem pomiędzy drzewami i przeróżnymi krzakami. I usłyszałem cichą melodię. Jak najszybciej skierowałem się w stronę dźwięku. Im bliżej byłem tym głośniej ją słyszałem. 
-Bądź tam proszę...- szepnąłem sam do siebie. Po kilkunastu minutach zobaczyłem leżący telefon na ziemi, a obok niego ją... Nieprzytomna leżała i nie wiem nawet czy oddychała. Miała zamknięte oczy. Szybko podbiegłem do niej i złapałem za ramiona, delikatnie nimi potrząsając.- Angel- powiedziałem zestresowany. Co jej się do cholery stało?! Nagle gwałtownie nabrała powietrza i otworzyła oczy.


Podniosłem ją i ułożyłem na swoich kolanach. Mogę przysiąc, że w tamtym momencie umarłem chyba kilkanaście razy.- Co ci się stało?!- zapytałem już trochę spokojniejszy, jednak moje serce waliło jak szalone. 
-On wrócił... on tu jest...- wychrypiała cichym głosem, po czym jej głowa bezwładnie opadła na moje ramie.
-Wszystko będzie dobrze. Zabiorę cię do domu- powiedziałem i pocałowałem czubek jej głowy, po czym wstałem z ziemi i trzymając ją na rękach, szybkim krokiem ruszyłem do jej domu. O kim ona mówiła? Kto wrócił? Coraz więcej pytań, na które nie znam odpowiedzi...
***
-To teraz mów co się stało- powiedział Zayn. Siedzieliśmy u nich w salonie. Angel leżała w łóżku w swoim pokoju. Odzyskała przytomność, ale zasnęła. Była kompletnie wyczerpana i osłabiona, że nie miała siły nawet mówić.
-Po raz kolejny zadzwoniłem do niej i tak jak za każdym razem nie odbierała. Jednak usłyszałem dzwonek jej komórki, dlatego skierowałem się w stronę, z której on dobiegał. Później znalazłem Angel, jak nieprzytomna leżała na ziemi. Ocknęła się na chwilę, powiedziała coś i potem ponownie zemdlała- opowiedziałem im w skrócie całą historie.
-Co konkretnie powiedziała?- zapytał Louis.
-Chyba coś w stylu „On wrócił. On tu jest”- zacytowałem słowa dziewczyny. Oboje zmarszczyli brwi. Byli równie zdziwieni, co ja na samym początku.- Tak ja również tego nie rozumiem- prychnąłem cicho.
-Nie myślisz chyba, że mówiła o...- Zaczął Louis i przeniósł wzrok na Zayn'a, jednak ten mu przerwał.
-Nie. To nie możliwe. Nie mógłby- zaprzeczył od razu. Okej. Jak zawsze ja nie jestem w temacie. Nic nowego...
Już miałem się odezwać, kiedy usłyszałem cichy głos dziewczyny. We troje popatrzyliśmy po sobie, po czym ruszyliśmy do jej pokoju. Wszedłem jako pierwszy i od razu znalazłem się przy jej łóżku. Zaraz obok mnie pojawili się chłopaki.
-Co ci się stało?- zapytał zmartwiony Zayn.
-Nie wiem. Szłam. Potem usłyszałam czyjś głos, a później ta postać. No i zrobiło mi się ciemno przed oczami- powiedziała zachrypniętym głosem.
-Jaka postać?- spytałem. Dziewczyna przeniosła na mnie wzrok, ale zaraz potem spojrzała w inną stronę. 
-Nie wiem. Wyglądała znajomo, jednak nie wiem kto to był...- mruknęła.
-Przyniosę ci wody- zaproponował Louis i nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju.
-Zayn czuję go- jęknęła Angel po czym opadła na poduszki.
-Mówisz o...- Zaczął, jednak ona mu przerwała.
-Tak. Czuję Gabriela. On chce czegoś ode mnie. Niech zostawi mnie w spokoju...- szepnęła i złapała się za głowę.
-Wszystko będzie dobrze.- Zayn usiadł koło siostry i odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy.
-Proszę.- Louis wszedł do pokoju i podał dziewczynie szklankę z wodą. Wypiła ją jednym tchem po czym oddała chłopakowi puste naczynie.
-Mógłbym zostać z nią na chwilę sam? Chciałbym porozmawiać.- W końcu się odezwałem. Przypuszczam, że ona nie chce ze mną rozmawiać, ale nie ma wyboru. Nie dam się spławić. Potrzebuję wyjaśnień, a chyba tylko ona może mi je dać. Jeśli po tej rozmowie nie będzie chciała mnie znać... dobrze. Odpuszczę. Ale jak na razie chcę tej jednej, jedynej rozmowy.
Chłopaki pokiwali głowami i wyszli zostawiając nas samych. Ani ja ani Angel się nie odezwaliśmy. Tkwiliśmy w ciszy, którą ona postanowiła przerwać.
-Wyjdź stąd- powiedziała cicho. Westchnąłem cicho i podszedłem do jej łóżka, siadając na jego brzegu.
-Słuchaj... Wiem, że przez to co się stało, teraz nie chcesz mnie znać...- Zacząłem. Zdenerwowany, bawiłem się palcami u rąk. Niepewnie przeniosłem wzrok na Angel.


-Nie Niall. To nie o to chodzi. Ja... Po prostu...- Nie mogła znaleźć odpowiednich słów. Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko.- Nie zrozumiesz- powiedziała w końcu i podniosła powieki.
-To pomóż mi zrozumieć! Ukrywając to wszystko przede mną, nie zmienisz moich uczuć do ciebie! Masz rację obiecałem ci, że się w tobie nie zakocham. Ale wtedy myślałem, że to będzie proste. Wtedy jeszcze cie nie znałem! Ale im dłużej zacząłem spędzać z tobą czas, tym bardziej zaczynałem się do ciebie przywiązywać. Nie wiem czy to miłość, czy tylko chwilowe, szczeniackie zauroczenie, ale wiem...jestem tego pewny, że jednak coś do ciebie czuję. Jesteś dla mnie cholernie ważna. Co dzień cholernie boję się, że cię stracę, że coś ci się stanie. Uwielbiam spędzać z tobą czas. Wystarczy, że tylko odezwiesz się do mnie jednym słowem, a już najgorszy dzień staje się lepszym... Jeszcze nigdy się tak nie czułem. I nie rozumiem, dlaczego tak usilnie starasz się nie dopuścić do siebie tej wiadomości. Nie zmuszam cię przecież do niczego. Nadal możemy być przyjaciółmi.- W końcu powiedziałem to, co od dłuższego czasu kotłowało się we mnie. Poczułem ulgę. Angel wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami.
-Słuchaj Niall...- zaczęła niepewnie.- Jestem Aniołem. One nie kochają. Nie mogą. Są po to aby służyć ludziom, jednak związki pomiędzy Aniołami, a ludźmi są niedopuszczalne. Ja nie potrafię kochać. Mimo tego, że czuję się przy tobie całkowicie inaczej niż przy innych... jestem szczęśliwa, spokojna... czuję przy tobie coś, czego nie potrafię opisać...To ja nie mam prawa kochać. Potrafię tylko ranić, a nie chcę tego. Nie chcę cię skrzywdzić, bo to by mnie cholernie zabolało- powiedziała cicho. Wstałem z miejsca i podszedłem bliżej niej. Położyłem się obok. Wpatrywała się we mnie niespokojnym wzrokiem. Była lekko spięta i trzymała dystans pomiędzy nami. Nie wiedziała, co zamierzam zrobić. Objąłem ją ramieniem i przyciągnąłem  bliżej siebie. Niepewnie wtuliła się w moje ciało. Od razu się rozluźniła. Leżeliśmy w ciszy, której żadne z nas nie chciało przerwać. Jednak wtedy przypomniałem sobie coś ważnego.
-Thomas żyje...- szepnąłem.
-Co?- Odsunęła się ode mnie, aby na mnie spojrzeć.- Jak to żyje?- zapytała.
-Nie widziałem go, ale rozmawiałem z nim... No w sumie to on mówił. A raczej wyzywał mnie jak zawsze- powiedziałem i skrzywiłem się lekko. Cały Thomas. Jak zawsze kulturalny.
-Musze z nim porozmawiać.- Momentalnie podniosła się do pozycji siedzącej. Złapałem za jej ramię, aby powstrzymać ją od dalszych ruchów.
-Jutro Angel. Dzisiaj już tylko odpoczywaj- powiedziałem i ponownie do siebie przyciągnąłem. Westchnęła, jednak nie protestowała. Mimo tego, że czułem wewnętrzną pustkę, byłem spokojny, ponieważ ona była przy mnie. Wiele osób mówi, że nie można mieć całego świata. To nieprawda. Bo ja właśnie swój cały świat miałem przy sobie....
***
-Jak myślicie kto to był?- zapytał Harry. Siedzieliśmy an dziedzińcu szkolnym. Aktualnie była przerwa obiadowa.
-Nie mam pojęcia- mruknęła Angel. We czworo wraz z Zaynem i Louisem zawzięcie rozmawiali, jednak ja siedziałem cicho. Dziwne uczucie rozchodziło się w środku mnie. Coś się szykowało. Coś bardzo dużego...
Poczułem zimno. Ale nie takie, jakie zawsze towarzyszy mi gdy mam „gości”... To było coś innego. I chyba reszta też to poczuła, ponieważ zamilkli.
-Czujecie to?- zapytał Harry. Pokiwaliśmy głowami. 
-O nie...- szepnęła Angel i złapała się za klatkę piersiową.- Zaczyna się. On tu jest- była zdenerwowana. I wtedy zobaczyłem pełno duchów i zjaw. Zmierzały w jedną stronę. Chłopaki i Angel chyba również je widzieli, bo zaczęli rozglądać się dookoła.
-Nie mają prawa tu przebywać. Jeśli oni tu są...- Louis zamilkł.
-To Gabriel również tu jest..- szepnęła Angel.
-Ale to niemożliwe! Była zawarta święta umowa! Nie mógł jej zerwać!- Zayn energicznie przeczesał włosy palcami.
-Ale jednak to zrobił. Co oznacza, że się rozpoczęło...- powiedziała Angel. I znowu nie wiem co się dzieje!
-O czym mówicie? Co się zaczęło?- zapytałem.
-Wojna światów...- szepnęła i gwałtownie podniosła się z miejsca. Inni zrobili to samo, więc ja również się podniosłem.- Niall ty tu zostań. To nie jest bezpieczne.  A wy chodźcie- nakazała. Odbiegli, jednak ja tu nie zostanę. Nie obchodzi mnie, ze to jest niebezpieczne. Ja również nie jestem zwyczajnym człowiekiem, a więc to też dotyczy mnie!
Pobiegłem za nimi, aż w końcu udało mi się ich dogonić. Mimo tego, że widziałem zdenerwowanie Angel, zignorowałem to. Widziałem, że coraz więcej osób do nas dołącza. Zjawiła się również Vicky.
-Nie mogę uwierzyć, że to zrobił!- powiedziała zdenerwowana, jednak widziałem przerażenie w jej oczach. Wszyscy byli wystraszeni i nie dziwiłem im się. ON tu jest. A to raczej nie wróży nic dobrego...
***
Wszyscy znajdowaliśmy się na klifie. Nie byliśmy tylko my. Znajdowały się tu wszystkie nadprzyrodzone stworzenia. Wilkołaki, elfy, wampiry i inne. Staliśmy zgromadzeni, a na czele znajdowała się Angel. Na przeciwko był ON wraz ze swoją armią... Armią demonów i duchów.
-Witaj Angel. Wiedziałem, że przyjdziesz.- Odezwał się.- Wreszcie się spotykamy.- Uśmiechnął się w jej stronę.
-Gabriel...- Warknęła dziewczyna. 
-Och i Niall.- Przeniósł na mnie wzrok. Zacisnąłem ręce w pięści i chciałem zrobić krok do przodu jednak powstrzymała mnie czyjaś ręka. Angel złapała mnie za ramię, ale po chwili szybko puściła. O nie. Znowu się zaczyna. To uczucie, które zawsze się pojawia, kiedy są duchy. Znowu będzie się mnie bać. 
Słyszałem ze sobą szepty zgromadzonych osób. Wszyscy byli zdziwieni, że Gabriel zna moje imię. Ale co się dziwić? Jednak ja nie byłem zaskoczony...
Staliśmy... MY naprzeciwko NIEGO...
-Witaj tato- powiedziałem poważnym głosem. Mogę przysiąc, że wtedy każda ze zgromadzonych osób wstrzymywała oddech. Angel popatrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Jeśli on jest jego ojcem... To znaczy, że Niall to...- zaczął Zayn, jednak nie dokończył. Zrobiła to Angel.
-Nefilim*... potomek Najwyższych....
_____________________________________________________________________________
*Jeśli ktoś nie wie kto to jest Nefilim to nie martwcie się, bo wyjaśnię wszystko w następnym rozdziale :)

CZY WY WIECIE JAK JA SIEBIE BARDZO NIENAWIDZĘ?! JUŻ KILKA DNI TEMU DODAŁAM TEN ROZDZIAŁ A ON.... USUNĄŁ MI SIĘ. DLACZEGO?!!!! CZY TYLKO JA MUSZĘ MIEĆ TAKIEGO ZWALONEGO PECHA I WSZYSTKO MUSI MI SIĘ WALIĆ?! 

Przepraszam, za kłopoty... 

Nie piszę od nowa notki bo już po prostu nie mam siły :( Zabijcie mnie i będzie dobrze :(

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 23

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
'Chyba właśnie ją straciłem....'

Nie uciekniesz przed przeznaczeniem. Od niego nie da się uciec. Jego nie da się zmylić. Nie zmienisz tego kim jesteś. Nie dasz rady. Nikt nie da. Nikt ci nie pomoże. Zostaniesz sam. Powoli zaczniesz tracić nadzieję. Nie będziesz odróżniał rzeczywistości od fikcji. Jednak będziesz żył. Nie zginiesz... To ONI zginą za ciebie....
-Niall... Otwórz oczy.- Usłyszałem czyjś głos, po czym poczułem piekący ból. Mruknąłem coś i po chwili powoli zacząłem rozchylać powieki.- Wystraszyłeś mnie.- Angel odetchnęła, a ulga wymalowała się na jej twarzy. Zmarszczyłem brwi, nie za bardzo wiedząc o co chodzi. Zajęło mi to kilka chwil, aby zorientować się, że leże na piasku. Mozolnie podniosłem się do pozycji siedzącej. Głowa pękała mi od tępego bólu.
-Co się stało?- odezwałem się w końcu.
-Rozmawialiśmy, a ty nagle tak jakby nie wiedziałeś co się dzieje po czym straciłeś przytomność- wyjaśniła spokojniejsza.
-Czaszka mi pęka...- jęknąłem i złapałem się za głowę. Na pewno nie boli mnie od upadku. Piasek jest miękki, więc uderzenie nie zrobiło zbyt wiele krzywdy. Palcami masowałem skronie, jednak w niczym to nie pomagało.- Cholera zaraz się chyba zastrzelę...- warknąłem, po czym ponownie opadłem na piasek.
-Oddychaj. Zaraz powinno przejść.- Angel usiadła obok mnie i uważnie mi się przypatrywała. Między nami panowała cisza, którą w końcu postanowiłem przerwać.
-Co mi się tak przyglądasz?- zapytałem i zmarszczyłem brwi.
-Nic takiego. Po prostu się zastanawiam.- Wzruszyła ramionami i lekko się uśmiechnęła.
-Nad czym?- Podniosłem się i oparłem ręce na ziemi. Wyciągnąłem nogi przed siebie. Przyjemne, chłodnawe powietrze owiewało moją twarz dając tym samym ukojenie. Mimo ciągłego bólu w głowie, było już o wiele lepiej. Spojrzałem w stronę wody, przyglądając się spokojnym falom bujającym się na powierzchni.
-Nad wszystkim. Jesteś wyjątkowy. To dziwne, że do tej pory nikt tego nie odkrył. Nawet ty- powiedziała.
-Nie jestem wyjątkowy. Nie chcę być. Jestem nadal tym samym Niallem. Nie zmieniłem się.- Pokręciłem głową. Dlaczego wszyscy zaczęli uważać mnie za kogoś... niezwykłego? Do tej pory byłem zwykłym człowiekiem i nadal tak jest! Tylko nieraz mam... niechcianych gości.
-Ale to prawda. Zawsze byłeś taki. Zawsze byłeś kimś więcej. Kiedy ciebie poznałam... Już byłeś- szepnęła i również zaczęła przyglądać się otaczającemu nas widokowi.
-Wcale nie- zaprzeczyłem od razu.
-Dla mnie byłeś wyjątkowy, nawet jeśli myśleliśmy, że jesteś człowiekiem. Nie musiałeś być kimś nadprzyrodzonym, bo dla mnie zawsze byłeś niezwykły. Zaufałam ci już na początku, a trochę trudno jest zdobyć moje zaufanie. I to właśnie w tobie lubię. Jesteś inny, ponieważ jesteś sobą.- Uśmiechnęła się. Spuściłem wzrok i zacząłem intensywnie się zastanawiać nad tym co powiedziała. Byłem dla niej kimś innym już wcześniej. Ale w jakim znaczeniu „wyjątkowy”? Tego nie wiedziałem i to chyba najbardziej mnie trapiło.- To jest zaskakujące.- Z zamyślenia wyrwał mnie jej cichy głos.
-Co?- zapytałem zdezorientowany.
-Wszystko. Dosłownie. Każda rzecz, każda roślina, zwierze czy osoba kryje w sobie tajemnice, która chce w końcu zostać odkryta. Mimo, że zazwyczaj odpowiedzi mamy tuż przed nosem nie zauważamy ich. Nie zwracamy uwagi na te najmniejsze, jakby nieistotne drobiazgi- powiedziała spokojnie.
-Bo może nie chcemy ich zauważyć...- mruknąłem bardziej do siebie niż do niej.
-Dlaczego?- Zmarszczyła lekko brwi.
-Ponieważ jakbyśmy odkryli wszystko. Znali odpowiedzi na każde nurtujące nas pytanie. Co by nam z tego zostało? Nic. Świat byłby monotonny. Ciągle taki sam. Nie byłby już tak bardzo zaskakujący jak teraz. Nie byłby... wyjątkowy.- Położyłem się na piasku i spojrzałem w niebo. Angel zrobiła to samo i po chwili leżała obok mnie.
-Nigdy bym o tym tak nie pomyślała.- Przysunęła się do mnie i położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Objąłem ją ramieniem i od razu poczułem przyjemne ciepło rozchodzące się po całym moim ciele.
-Może i uznasz mnie za dziwnego, ale pomimo tego kim jest Gabriel to chciałbym go spotkać- stwierdziłem. Dziewczyna podniosła głowę, aby mnie lepiej widzieć.


-Obiecaj mi, że nigdy w życiu się z nim nie spotkasz- powiedziała poważnie.
-Ja po prostu...- Nie wiedziałem jak opisać to co czułem. Nie potrafiłem odnaleźć odpowiednich słów.- Kiedy o nim myślę nie czuję strachu. Wcale się nie boję. Wręcz przeciwnie. Ogarnia mnie wtedy taki dziwny spokój. Nie umiem tego opisać. Jestem pewien, że on nic by mi nie zrobił. Nie wiem skąd, ale wiem to.-Westchnąłem cicho.
-Obiecaj.- Jej głos był stanowczy.
-Nie mogę ci tego obiecać.- Mimo, że chciałbym to nie mogłem. Nie mogłem przyrzec jej czegoś, czego nie mógłbym spełnić.- Proszę nie złość się na mnie- powiedziałem błagalnie.
-Nie złoszczę się.- Jej kąciki ust uniosły się lekko ku górze.- Jestem po prostu zmartwiona, a to co innego. Nie mogę zabronić ci spotkania się z nim. Wiem, że i tak go nie zobaczysz. Nie chcę tylko abyś wpakował się w jakieś kłopoty. Boję się o ciebie i nie chcę cię stracić- wyjaśniła. Łał. Myślałem, że będzie się denerwować, sprzeciwiać się i nie wiadomo co jeszcze, a tu od razu ustąpiła.
-Nie martw się. Nie stracisz mnie.- Pocałowałem ją w czoło i mocniej do siebie przyciągnąłem. Kreśliła  na moim brzuchu  nieznane dla mnie wzorki co było strasznie przyjemne. Delikatnie gładziłem jej plecy. Leżeliśmy w komfortowej ciszy i cholernie się cieszyłem, że mam ją przy sobie.
***
Wszedłem do domu i po cichu zamknąłem drzwi. Od razu usłyszałem głośną rozmowę dochodzącą z kuchni. Mama z kimś rozmawiała. A może bardziej kłóciła się? Jak najciszej podszedłem do pomieszczenia, w którym się znajdowali i wychyliłem się za próg. Zobaczyłem moją mamę i...ojca. To nie wróży nic dobrego. 
-Uspokój się.- Głos ojca był spokojny i opanowany. Czy on kiedykolwiek był przynajmniej wytrącony z równowagi?
-Przestań! Nie pamiętasz już co postanowiliśmy?- zapytała bezradnie. On do niej podszedł i objął ją w pasie ramionami.
-Tęsknię za wami- szepnął. Moja rodzicielka cicho westchnęła.
-Myślisz, że ja za tobą nie tęsknię? Dzień w dzień zastanawiam się co się z tobą dzieje, czy wszystko dobrze i jak sobie radzisz. Ale nie możesz tu być.- Odsunęła się od niego i oparła o kuchenny blat.
-Nie lepiej mu o tym powiedzieć? Przynajmniej...- Mama weszła mu w słowo.
-Nie. Nic mu nie mówimy. Nie chcę go w to wszystko wplątywać. Lepiej jak nic nie wie- powiedziała.
-Może tak będzie lepiej?- nalegał.
-Nie. Chcę aby Niall normalnie dorastał. A teraz proszę idź, zanim on tu przyjdzie.- Wskazała ręką na drzwi. Postanowiłem wejść. Mama była bardzo zaskoczona moją obecnością, jednak od ojca nie potrafiłem wyczytać żadnych emocji.
-Czego nie chcecie mi powiedzieć?- Zaplotłem ręce na klatce piersiowej i oparłem się wyczekująco o ścianę.
-Nic. A ty idź już.- Popchnęła go w stronę drzwi, jednak go zatrzymałem.
-Nie niech zostanie. Może zjemy „rodzinny obiad”...- Zrobiłem cudzysłów w powietrzu.- Co wy na to?- zapytałem.
-To nie jest dobry pomysł.- Pokręciła przecząco głową.
-A ja uważam inaczej- prychnąłem i zabrałem się za przygotowanie dania. 
***
Siedzieliśmy przy stole i jedliśmy spaghetti. Jedliśmy w ciszy. Uważnie przypatrywałem się moim rodzicom. 
-Nie rozumiem cię.- W końcu postanowiłem przerwać tą cholerną ciszę. Przeniosłem wzrok na ojca, który teraz przeszywał mnie przenikliwym spojrzeniem.-Najpierw nachodzisz mnie w domu pod nieobecność mamy, a teraz co? Przychodzisz i siedzisz cicho. Wytłumacz mi wszystko. Dlaczego mnie zostawiłeś? Dlaczego zostawiłeś nas? Przez większość mojego dzieciństwa uważałem, że to moja wina. Obwiniałem się za to, że nie mam ojca. Myślałem, że czymś zawiniłem, ale potem zacząłem obarczać winą ciebie. Teraz wiem, że to ty wszystko spieprzyłeś, ale nie wiem czemu. Co się stało?- zapytałem.
-To jest trochę bardziej skomplikowane niż może się wydawać.- Podrapał się po karku.- Nie wiem, czy twoja mama chciałaby abym o tym opowiadał.- Spojrzał na nią pytającym wzrokiem. Ta jedynie pokręciła głową, przez co zacisnąłem usta w cienką linię i z hukiem upuściłem widelec, który trzymałem w ręce. Gwałtownie podniosłem się z miejsca.
-Okej. Nie to nie. Mam was dość. Miejcie sobie tajemnice, ale beze mnie. Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę.- Wściekły ruszyłem do wyjścia, ale zatrzymałem się jeszcze na chwilę.- A ty się zdecyduj. Albo będziesz w końcu prawdziwym ojcem, albo odejdź i nie rób nikomu nadziei.- Mimo próśb mojej rodzicielki, wyszedłem trzaskając drzwiami. Ruszyłem biegiem przed siebie i kiedy po kilkunastu minutach znalazłem się na klifie zatrzymałem się i opadłem na kolana. Zacząłem ciągnąć za końcówki włosów. Byłem tak cholernie zdenerwowany.
-Nienawidzę...Nienawidzę!- krzyknąłem, aby choć trochę rozładować emocje. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer Angel.
-”Halo”- zapytała.
-Proszę przyjdź na klif. Potrzebuję cię...- szepnąłem i nawet nie wiem czy mnie usłyszała.
-”Zaraz będę. Czekaj na mnie”- powiedziała zmartwiona i się rozłączyła.
***
Usiadła obok mnie na ziemi i mocno przytuliła. Odwzajemniłem uścisk i momentalnie stałem się spokojniejszy. Uwielbiałem jej obecność. Wtuliłem twarz w zagłębienie jej szyi. 
-Dziękuję, że jesteś- mruknąłem.
-Co się stało?- zapytała.
-Mój ojciec wrócił...- odpowiedziałem po chwili ciszy. Dziewczyna odsunęła się ode mnie, położyła dłoń na moim policzku i delikatnie gładziła go kciukiem. Mimowolnie przymknąłem oczy.
-Hej. To przecież nie koniec świata. Jak coś pamiętaj, że masz mnie- szepnęła i uśmiechnęła się lekko, co odwzajemniłem. Przez długą chwilę siedzieliśmy w ciszy i po prostu wpatrywaliśmy się w siebie. Nachyliłem się i złączyłem nasze usta w pocałunku. 


O dziwo oddała go. Przyciągnąłem ją bliżej siebie, tym samym pogłębiając pocałunek. Po chwili gwałtownie się ode mnie odsunęła.
-Nie. Nie, nie, nie, nie, nie... To nie miało mieć miejsca.- Podniosła się do pozycji stojącej.- Matko Niall! Miałeś się we mnie nie zakochać! Obiecałeś!- Do jej oczu napłynęły łzy. Ja również się podniosłem. Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Wszystkie sensowne słowa nagle uleciały z mojej głowy.- Obiecałeś...- powtórzyła drżącym głosem i jak najszybciej odbiegła. Patrzyłem jak jej ciało coraz bardziej się ode mnie oddala i nic z tym nie zrobiłem. Nie zatrzymałem jej i za to siebie nienawidzę.... Chyba właśnie ją straciłem....
_____________________________________________________________________________
Dam, dam, dam daaaaam..... Czekałam na ten moment już od dłuższego czasu! :) Wreszcie się pocałowali! Yeay! :D Kto się cieszy tak jak ja?! :D (dobra nie ważne...)

Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Nie mam za bardzo usprawiedliwienia. Spieprzyłam po całości i tyle :/ Biorę całą winę na siebie.
A teraz komentujcie jak wam się podoba rozdział? :) Macie jakieś spostrzeżenia, domysły lub teorie? :D Śmiało piszcie! Chętnie poczytam co tam Wam siedzi w tych główkach ;)
Liczę na Wasze opinie bo one motywują i dodają skrzydeł! :) Kocham Was ♥

Chciałam Was jeszcze zaprosić na mojego nowego bloga, którego piszę wraz z koleżanką ----> My Madness

Zapraszam na bloga --->  Forbidden Feeling 
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo


Zachęcam do pytania bohaterów :)